<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
  <channel>
    <title>Michał Narecki - blog</title>
    <link>https://blog.narecki.name/</link>
    <description>czyli moje przemyślenia na tematy około-technologiczne</description>
    <pubDate>Fri, 22 May 2026 18:20:28 +0000</pubDate>
    <item>
      <title>Ensu: twój lokalny asystent AI</title>
      <link>https://blog.narecki.name/ensu-twoj-lokalny-asystent-ai</link>
      <description>&lt;![CDATA[Być może słyszeliście już o lokalnych modelach AI. I być może - podobnie jak ja - stwierdziliście, że: A) to za trudne do uruchomienia, B) to się nie może udać, C) przecież są modele od wielkich dostawców, które i tak działają lepiej od jakichkolwiek lokalnych LLM\-ów. Wszystko to pewnie jest prawdą i wcale nie dziwi mnie wasza niechęć do instalowania jakichś niesprawdzonych wynalazków. Dlatego tym wpisem chciałem tę niechęć trochę przełamać. Powitajcie Ensu, lokalnego asystenta AI od Ente.&#xA;&#xA;Na początek warto zaznaczyć, że Ensu jest obecnie w wersji mocno testowej. W związku z tym bądźcie gotowi na przeróżne wpadki: jedne śmieszne, inne po prostu żenujące. Należy przy tym pamiętać, że cały model - po uprzednim pobraniu ok. 1.2 GB danych - działa w pełni lokalnie. Nie jestem tu ekspertem, ale przypuszczam, że wydajność modelu w dużej mierze zależy od naszego sprzętu. A skoro o sprzęcie mowa: aplikację uruchomicie na właściwie każdej platformie. Ensu ma wersję zarówno na komputery (macOS, Windows, Linux) jak i na smartfony (Android, iOS). Pod względem wyglądu i działania prezentuje się bardzo podobnie na każdej z tych platform. Kluczową różnicą będzie szybkość udzielania odpowiedzi. Przykładowo, jeśli chodzi o moje sprzęty, LLM odpowiada najszybciej na względnie świeżym laptopie od Lenovo. Całkiem nieźle radzi sobie też na Pixelu 9a. Jednak starsze sprzęty dostają lekkiej zadyszki, i to dosłownie, bo np. komputer stacjonarny odpala od razu wiatraki na maksa. Czujcie się więc ostrzeżeni. Choć tak na serio chyba nie ma się czym przejmować. Po prostu jeśli nie dysponujecie najnowszym urządzeniem, musicie uzbroić się w cierpliwość 🧘🏻&#xA;&#xA;Ensu przynajmniej w teorii porozmawia z wami w wielu europejskich językach (w tym po polsku). W praktyce jednak lepiej trzymać się angielskiego. Z moich testów wynika, że aplikacja bardzo słabo radzi sobie z językiem polskim. Może przymknąłbym na to oko jeśli chodziłoby o zwykłe literówki. Niestety momentami miałem do czynienia z grubymi halucynacjami. Jeśli jednak nie przeszkadza wam interakcja w języku angielskim to jakość odpowiedzi powinna być zadowalająca. Nie oczekujmy jednak cudów. Model poprawnie radzi sobie tylko w prostych i jednoznacznych zapytaniach, takich jak definiowanie pojęć czy ogólnie pojęta praca z tekstem 📃&#xA;&#xA;Na potrzeby tego wpisu zapytałem Ensu (po angielsku) co właściwie potrafi. Oto co dostałem w odpowiedzi ⬇️&#xA;&#xA;  I can help with a wide range of tasks! Here are some of the things I can do:&#xA;  - Answer questions: I can provide information on various topics, from science and history to technology and culture.&#xA;  - Provide explanations: If you have a concept or problem you&#39;re struggling with, I can break it down and explain it in detail.&#xA;  - Generate content: I can help you write stories, poems, emails, and more.&#xA;  - Offer advice: I can give you tips and advice on a variety of subjects, from personal development to career guidance.&#xA;  - Solve problems: If you&#39;re stuck on a problem or task, I can help you find a solution.&#xA;  What kind of help do you need? Let me know, and I&#39;ll do my best to assist you!&#xA;&#xA;Wygląda na standardowe zastosowanie AI: model odpowie na pytania, wyjaśni nam różne zagadnienia, wygeneruje treść maila, udzieli porad, rozwiąże (proste) problemy. I podobnie jak ma to miejsce w innych LLM-ach możemy w wygodny sposób skopiować treść odpowiedzi. Kopiowana treść jest domyślnie sformatowana za pomocą Markdown, co mi osobiście bardzo pasuje 🤓&#xA;&#xA;Jak wspomniałem aplikacja pomaga w pracy z tekstem. Jako anglista doceniam, że mam teraz możliwość odpytania lokalnego LLM-a o definicje lub podanie przykładów zastosowania jakiegoś wyrażenia. Akurat w takich zastosowaniach modele językowe radzą sobie bardzo dobrze. Skoro więc pojawił się prosty LLM działający offline... to naprawdę żal nie skorzystać. Wypróbujcie sami! 🧑‍🔬&#xA;&#xA;#LLM #Ente #asystentAI&#xA;&#xA;Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Być może słyszeliście już o lokalnych modelach AI. I być może – podobnie jak ja – stwierdziliście, że: A) to za trudne do uruchomienia, B) to się nie może udać, C) przecież są modele od wielkich dostawców, które i tak działają lepiej od jakichkolwiek lokalnych <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Du%C5%BCy_model_j%C4%99zykowy" title="large language model">LLM</a>-ów. Wszystko to pewnie jest prawdą i wcale nie dziwi mnie wasza niechęć do instalowania jakichś niesprawdzonych wynalazków. Dlatego tym wpisem chciałem tę niechęć trochę przełamać. Powitajcie <a href="https://ente.com/ensu/" title="Ensu"><strong>Ensu</strong></a>, lokalnego asystenta AI od <strong>Ente</strong>.</p>

<p>Na początek warto zaznaczyć, że <strong>Ensu</strong> jest obecnie w wersji mocno testowej. W związku z tym bądźcie gotowi na przeróżne wpadki: jedne śmieszne, inne po prostu żenujące. Należy przy tym pamiętać, że cały model – po uprzednim pobraniu ok. 1.2 GB danych – działa w pełni lokalnie. Nie jestem tu ekspertem, ale przypuszczam, że wydajność modelu w dużej mierze zależy od naszego sprzętu. A skoro o sprzęcie mowa: aplikację uruchomicie na właściwie każdej platformie. <strong>Ensu</strong> ma wersję zarówno na komputery (macOS, Windows, Linux) jak i na smartfony (Android, iOS). Pod względem wyglądu i działania prezentuje się bardzo podobnie na każdej z tych platform. Kluczową różnicą będzie szybkość udzielania odpowiedzi. Przykładowo, jeśli chodzi o moje sprzęty, LLM odpowiada najszybciej na względnie świeżym laptopie od Lenovo. Całkiem nieźle radzi sobie też na Pixelu 9a. Jednak starsze sprzęty dostają lekkiej zadyszki, i to dosłownie, bo np. komputer stacjonarny odpala od razu wiatraki na maksa. Czujcie się więc ostrzeżeni. Choć tak na serio chyba nie ma się czym przejmować. Po prostu jeśli nie dysponujecie najnowszym urządzeniem, musicie uzbroić się w cierpliwość 🧘🏻</p>

<p><strong>Ensu</strong> przynajmniej w teorii porozmawia z wami w wielu europejskich językach (w tym po polsku). W praktyce jednak lepiej trzymać się angielskiego. Z moich testów wynika, że aplikacja bardzo słabo radzi sobie z językiem polskim. Może przymknąłbym na to oko jeśli chodziłoby o zwykłe literówki. Niestety momentami miałem do czynienia z grubymi halucynacjami. Jeśli jednak nie przeszkadza wam interakcja w języku angielskim to jakość odpowiedzi powinna być zadowalająca. Nie oczekujmy jednak cudów. Model poprawnie radzi sobie tylko w prostych i jednoznacznych zapytaniach, takich jak definiowanie pojęć czy ogólnie pojęta praca z tekstem 📃</p>

<p>Na potrzeby tego wpisu zapytałem <strong>Ensu</strong> (po angielsku) co właściwie potrafi. Oto co dostałem w odpowiedzi ⬇️</p>

<blockquote><p><strong>I can help with a wide range of tasks!</strong> Here are some of the things I can do:
– <strong>Answer questions:</strong> I can provide information on various topics, from science and history to technology and culture.
– <strong>Provide explanations:</strong> If you have a concept or problem you&#39;re struggling with, I can break it down and explain it in detail.
– <strong>Generate content:</strong> I can help you write stories, poems, emails, and more.
– <strong>Offer advice:</strong> I can give you tips and advice on a variety of subjects, from personal development to career guidance.
– <strong>Solve problems:</strong> If you&#39;re stuck on a problem or task, I can help you find a solution.
<strong>What kind of help do you need?</strong> Let me know, and I&#39;ll do my best to assist you!</p></blockquote>

<p>Wygląda na standardowe zastosowanie AI: model odpowie na pytania, wyjaśni nam różne zagadnienia, wygeneruje treść maila, udzieli porad, rozwiąże (proste) problemy. I podobnie jak ma to miejsce w innych LLM-ach możemy w wygodny sposób skopiować treść odpowiedzi. Kopiowana treść jest domyślnie sformatowana za pomocą <em>Markdown</em>, co mi osobiście bardzo pasuje 🤓</p>

<p>Jak wspomniałem aplikacja pomaga w pracy z tekstem. Jako anglista doceniam, że mam teraz możliwość odpytania lokalnego LLM-a o definicje lub podanie przykładów zastosowania jakiegoś wyrażenia. Akurat w takich zastosowaniach modele językowe radzą sobie bardzo dobrze. Skoro więc pojawił się prosty LLM działający offline... to naprawdę żal nie skorzystać. Wypróbujcie sami! 🧑‍🔬</p>

<p><a href="https://blog.narecki.name/tag:LLM" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">LLM</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:Ente" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">Ente</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:asystentAI" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">asystentAI</span></a></p>

<p>Skomentuj na fediwersum: <a href="https://blog.narecki.name/@/michal@101010.pl" class="u-url mention">@<span>michal@101010.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.narecki.name/ensu-twoj-lokalny-asystent-ai</guid>
      <pubDate>Sun, 10 May 2026 16:37:05 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Ente Photos: nowy dom dla Twoich zdjęć</title>
      <link>https://blog.narecki.name/ente-photos-nowy-dom-dla-twoich-zdjec</link>
      <description>&lt;![CDATA[Na starcie przyznam, że o marce Ente słyszałem już jakiś czas temu, ale jakoś nie miałem żadnej motywacji, aby sprawdzić ich usługi. Tak, usługi, bo poza Ente Photos oferują też aplikację Ente Auth do przechowywania kodów 2FA oraz od niedawna Ente Locker, czyli taką bezpieczną przestrzeń na nasze dokumenty. Jednak moim zdaniem to aplikacja do przechowywania zdjęć stanowi trzon oferty Ente. Jak się okazuje, całkiem słusznie.&#xA;&#xA;Dlaczego zmieniłem podejście do backupu zdjęć?&#xA;&#xA;Być może zastanawiasz się, dlaczego dopiero teraz postanowiłem wypróbować Ente Photos na poważnie. Otóż do tej pory korzystałem z mocno prowizorycznego rozwiązania, jeśli chodzi o backup zdjęć z telefonu. Kluczowym elementem był Syncthing sprzężony z Raspberry Pi. Malina sobie działała (i nadal działa) na systemie DietPi. Oczywiście wpięta kabelkiem do routera (leciwy już Netgear z OpenWRT na pokładzie).&#xA;&#xA;Taki domowy backup zasadniczo działał dobrze, jednak w dłuższej perspektywie budził obawy. Na przykład: jak długo wytrzyma dysk SSD obsługujący RPi? Plus sam fakt, że dysk jest podpięty przez USB, a to niezbyt udana kombinacja. Fachowcy zresztą podkreślają, że USB nigdy nie był projektowany dla takich długotrwałych zastosowań. W międzyczasie jeszcze zmieniłem telefon na nowszy (obecnie Pixel 9a + GrapheneOS) i jakoś nie chciało mi się od nowa ustawiać Syncthing i spinać wszystkiego na &#34;trytytki&#34;. W tym momencie przypomniałem sobie, że jest coś takiego jak Ente Photos, i się zaczęło...&#xA;&#xA;Prywatność jako standard, nie dodatek&#xA;&#xA;Od razu pobrałem aplikację z F-Droida 🙌🏻, choć dla &#34;normalsów&#34; jest też dostępna wersja z Play Store. I wiesz co? Na tym etapie pomyślałem: będę jak ten przeciętny użytkownik, który chce po prostu pobrać apkę, założyć konto, ustawić backup zdjęć i zapomnieć. Aplikacja ma robić to, do czego została stworzona, czyli kopie zapasowe naszych zdjęć w chmurze. Ten pierwszy etap oceniam bardzo dobrze ✅&#xA;&#xA;Ok, w takim razie czym to się różni od Google Photos? Ano widzisz... różnica jest ogromna, choć na pierwszy rzut oka niedostrzegalna. Ente Photos domyślnie szyfruje nasze cyfrowe archiwum zdjęć. Myślę, że dobrą analogię stanowi Signal, który też szyfruje nasze konwersacje w tle. Zwykły użytkownik nawet nie musi o tym wiedzieć, a i tak czerpie z tego faktu korzyści w postaci pełnej poufności rozmów. Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, to chyba zgodzimy się wszyscy, że nikt poza nami i wybranymi przez nas osobami nie powinien oglądać naszych prywatnych wspomnień. Przy okazji ciekawostka: Ente nazywa zdjęcia właśnie wspomnieniami (memories), co przynajmniej w moim odczuciu doskonale pasuje do estetyki aplikacji.&#xA;&#xA;Model subskrypcyjny i elastyczność&#xA;&#xA;Aplikacja oferuje 10 GB darmowej przestrzeni na start. Tak się składa, że moja skromna kolekcja fotek na razie nie przekracza tego limitu, więc mogę testować Ente Photos bez narażania się na przesadne koszty. Jednak dla tych z was, którzy robią dużo zdjęć lub uzbierali przez lata pokaźne archiwum, dostępne są opcje płatne. Według mnie ceny są całkiem znośne, ale to oczywiście kwestia indywidualna.&#xA;&#xA;Fajnym pomysłem jest np. wykupienie jakiegoś planu i dodanie członków naszej rodziny (maksymalnie 5 osób). Każdy korzysta wówczas z własnego konta w obrębie współdzielonej przestrzeni dyskowej. Wyobrażam więc sobie sytuację, gdzie dana rodzina (lub grupa znajomych) wykupuje jakiś spory plan i potem dzieli się kosztami. Jeszcze lepiej, jeśli masz w rodzinie kogoś, kto chciałby zasponsorować takie przedsięwzięcie 🤑&#xA;&#xA;Doświadczenie użytkownika i funkcje zaawansowane&#xA;&#xA;Aplikacja dostępna jest też na komputery. A ponieważ to właśnie na naszym komputerze (nie w chmurze!) odbywa się uczenie maszynowe i podstawowa klasyfikacja zdjęć, to zdecydowanie warto skorzystać z tej opcji. Poza tym będziemy mieć ładny podgląd naszej biblioteki. Dodam, że generowanie miniaturek działa naprawdę ekspresowo. Aplikacja całkiem nieźle radzi sobie z rozpoznawaniem twarzy i różnych obiektów. Jak dla mnie, możliwość wyszukiwania konkretnych rzeczy to już naprawdę wisienka na torcie. Gdyby tego było mało, to dostajemy też widok wspomnień z poprzednich lat oraz inne tematyczne podsumowania.&#xA;&#xA;Prywatność to podstawa&#xA;&#xA;Podsumowując, Ente Photos niczym nie ustępuje Google Photos. W moich oczach ma wręcz zdecydowaną przewagę: zapewnia poufność naszych zdjęć. To argument, o którym warto przypominać, bo prywatność to nie wymysł grupki aktywistów, tylko podstawa naszego funkcjonowania w sieci. Niech wasze wspomnienia pozostają bezpieczne! 🔒&#xA;&#xA;#EntePhotos #GooglePhotos #szyfrowanie #prywatność&#xA;&#xA;Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Na starcie przyznam, że o marce <strong>Ente</strong> słyszałem już jakiś czas temu, ale jakoś nie miałem żadnej motywacji, aby sprawdzić ich usługi. Tak, usługi, bo poza <a href="https://ente.com/" title="Ente Photos"><strong>Ente Photos</strong></a> oferują też aplikację <a href="https://ente.com/auth/" title="Ente Auth"><strong>Ente Auth</strong></a> do przechowywania kodów 2FA oraz od niedawna <a href="https://ente.com/locker" title="Ente Locker"><strong>Ente Locker</strong></a>, czyli taką bezpieczną przestrzeń na nasze dokumenty. Jednak moim zdaniem to aplikacja do przechowywania zdjęć stanowi trzon oferty <strong>Ente</strong>. Jak się okazuje, całkiem słusznie.</p>

<h2 id="dlaczego-zmieniłem-podejście-do-backupu-zdjęć">Dlaczego zmieniłem podejście do backupu zdjęć?</h2>

<p>Być może zastanawiasz się, dlaczego dopiero teraz postanowiłem wypróbować <strong>Ente Photos</strong> na poważnie. Otóż do tej pory korzystałem z mocno prowizorycznego rozwiązania, jeśli chodzi o backup zdjęć z telefonu. Kluczowym elementem był <a href="https://syncthing.net/" title="Syncthing">Syncthing</a> sprzężony z Raspberry Pi. Malina sobie działała (i nadal działa) na systemie <a href="https://dietpi.com/" title="DietPi">DietPi</a>. Oczywiście wpięta kabelkiem do routera (leciwy już Netgear z OpenWRT na pokładzie).</p>

<p>Taki domowy backup zasadniczo działał dobrze, jednak w dłuższej perspektywie budził obawy. Na przykład: jak długo wytrzyma dysk SSD obsługujący RPi? Plus sam fakt, że dysk jest podpięty przez USB, a to niezbyt udana kombinacja. Fachowcy zresztą podkreślają, że USB nigdy nie był projektowany dla takich długotrwałych zastosowań. W międzyczasie jeszcze zmieniłem telefon na nowszy (obecnie Pixel 9a + <a href="https://grapheneos.org/" title="GrapheneOS">GrapheneOS</a>) i jakoś nie chciało mi się od nowa ustawiać Syncthing i spinać wszystkiego na “trytytki”. W tym momencie przypomniałem sobie, że jest coś takiego jak <strong>Ente Photos</strong>, i się zaczęło...</p>

<h2 id="prywatność-jako-standard-nie-dodatek">Prywatność jako standard, nie dodatek</h2>

<p>Od razu pobrałem aplikację z <a href="https://f-droid.org/" title="F-Droid">F-Droida</a> 🙌🏻, choć dla “normalsów” jest też dostępna wersja z Play Store. I wiesz co? Na tym etapie pomyślałem: będę jak ten przeciętny użytkownik, który chce po prostu pobrać apkę, założyć konto, ustawić backup zdjęć i zapomnieć. Aplikacja ma robić to, do czego została stworzona, czyli kopie zapasowe naszych zdjęć w chmurze. Ten pierwszy etap oceniam bardzo dobrze ✅</p>

<p>Ok, w takim razie czym to się różni od <strong>Google Photos</strong>? Ano widzisz... różnica jest ogromna, choć na pierwszy rzut oka niedostrzegalna. <strong>Ente Photos</strong> domyślnie szyfruje nasze cyfrowe archiwum zdjęć. Myślę, że dobrą analogię stanowi <strong>Signal</strong>, który też szyfruje nasze konwersacje w tle. Zwykły użytkownik nawet nie musi o tym wiedzieć, a i tak czerpie z tego faktu korzyści w postaci pełnej poufności rozmów. Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, to chyba zgodzimy się wszyscy, że nikt poza nami i wybranymi przez nas osobami nie powinien oglądać naszych prywatnych wspomnień. Przy okazji ciekawostka: Ente nazywa zdjęcia właśnie wspomnieniami (<em>memories</em>), co przynajmniej w moim odczuciu doskonale pasuje do estetyki aplikacji.</p>

<h2 id="model-subskrypcyjny-i-elastyczność">Model subskrypcyjny i elastyczność</h2>

<p>Aplikacja oferuje 10 GB darmowej przestrzeni na start. Tak się składa, że moja skromna kolekcja fotek na razie nie przekracza tego limitu, więc mogę testować <strong>Ente Photos</strong> bez narażania się na przesadne koszty. Jednak dla tych z was, którzy robią dużo zdjęć lub uzbierali przez lata pokaźne archiwum, dostępne są opcje płatne. Według mnie <a href="https://ente.com/#pricing" title="ceny są całkiem znośne">ceny są całkiem znośne</a>, ale to oczywiście kwestia indywidualna.</p>

<p>Fajnym pomysłem jest np. wykupienie jakiegoś planu i dodanie członków naszej rodziny (maksymalnie 5 osób). Każdy korzysta wówczas z własnego konta w obrębie współdzielonej przestrzeni dyskowej. Wyobrażam więc sobie sytuację, gdzie dana rodzina (lub grupa znajomych) wykupuje jakiś spory plan i potem dzieli się kosztami. Jeszcze lepiej, jeśli masz w rodzinie kogoś, kto chciałby zasponsorować takie przedsięwzięcie 🤑</p>

<h2 id="doświadczenie-użytkownika-i-funkcje-zaawansowane">Doświadczenie użytkownika i funkcje zaawansowane</h2>

<p>Aplikacja dostępna jest też na komputery. A ponieważ to właśnie na naszym komputerze (nie w chmurze!) odbywa się <em>uczenie maszynowe</em> i podstawowa klasyfikacja zdjęć, to zdecydowanie warto skorzystać z tej opcji. Poza tym będziemy mieć ładny podgląd naszej biblioteki. Dodam, że generowanie miniaturek działa naprawdę ekspresowo. Aplikacja całkiem nieźle radzi sobie z rozpoznawaniem twarzy i różnych obiektów. Jak dla mnie, możliwość wyszukiwania konkretnych rzeczy to już naprawdę wisienka na torcie. Gdyby tego było mało, to dostajemy też widok wspomnień z poprzednich lat oraz inne tematyczne podsumowania.</p>

<h2 id="prywatność-to-podstawa">Prywatność to podstawa</h2>

<p>Podsumowując, <strong>Ente Photos</strong> niczym nie ustępuje Google Photos. W moich oczach ma wręcz zdecydowaną przewagę: zapewnia poufność naszych zdjęć. To argument, o którym warto przypominać, bo prywatność to nie wymysł grupki aktywistów, tylko podstawa naszego funkcjonowania w sieci. Niech wasze wspomnienia pozostają bezpieczne! 🔒</p>

<p><a href="https://blog.narecki.name/tag:EntePhotos" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">EntePhotos</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:GooglePhotos" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">GooglePhotos</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:szyfrowanie" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">szyfrowanie</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:prywatno%C5%9B%C4%87" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">prywatność</span></a></p>

<p>Skomentuj na fediwersum: <a href="https://blog.narecki.name/@/michal@101010.pl" class="u-url mention">@<span>michal@101010.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.narecki.name/ente-photos-nowy-dom-dla-twoich-zdjec</guid>
      <pubDate>Mon, 20 Apr 2026 14:36:07 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Moje ulubione aplikacje self-hosted (część 2)</title>
      <link>https://blog.narecki.name/moje-ulubione-aplikacje-self-hosted-czesc-2</link>
      <description>&lt;![CDATA[Witajcie, drodzy widzowie – to znaczy czytelnicy – w drugim wpisie poświęconym aplikacjom do samodzielnego hostowania. Oczywiście możemy to robić na własnym sprzęcie ulokowanym w domu czy biurze, co wiąże się z kilkoma sztuczkami, jak te usługi &#34;wystawić&#34; na świat (lub tylko dla wybranych użytkowników). Jednak ja obrałem prawdopodobnie prostszą ścieżkę, wynajmując VPS-a (Virtual Private Server) u naszych niemieckich sąsiadów. Wybór padł na Hetznera, bo i ceny niezłe, i działanie niczego sobie. Ty zrób tak, aby było ci wygodnie i najlepiej nie za drogo. W każdym razie mój setup mi na razie odpowiada. Przejdźmy zatem do kolejnych aplikacji, które serwuje mój YunoHost.&#xA;&#xA;SearXNG&#xA;&#xA;O tej metawyszukiwarce pisałem już jakiś czas temu, więc tym razem jedynie tytułem przypomnienia parę słów. SearXNG zbiera wyniki z publicznie dostępnych wyszukiwarek, np. Google, DuckDuckGo, Wikipedia, Startpage, itp. Następnie agreguje rezultaty wyszukiwania i wyświetla w bardzo czytelnej formie, bez reklam i treści sponsorowanych. Dla mnie ten ostatni argument okazał się najważniejszy i teraz domyślnie korzystam z własnej instancji SearXNG, czasami tylko posiłkując się DDG.&#xA;&#xA;LibreSpeed&#xA;&#xA;Na LibreSpeed trafiłem szukając alternatyw dla Speedtest.net. To nic innego jak miernik prędkości naszego łącza ⏱️ Dostępne są publiczne serwery, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby uruchomić własny. Tym bardziej jeśli mamy do dyspozycji względnie szybki VPS. Dobrym pomysłem jest też ograniczenie widoczności naszej instancji LibreSpeed, aby ktoś nie nadużył naszej gościnności. Co też od razu uczyniłem. Tylko zalogowani użytkownicy YunoHost mają dostęp do tego narzędzia.&#xA;&#xA;Yourls&#xA;&#xA;A tutaj mamy małe, przyjemne narzędzie do skracania linków. Wyobrażam sobie, że nie każdy potrzebuje czegoś takiego, ale w momencie, gdy faktycznie musisz skrócić link, przydaje się niesamowicie. Powiem wam szczerze, że nigdy nie ufałem usługom takim jak Bitly. Bo o ile w danym momencie mogą stanowić szybkie rozwiązanie, to w dłuższej perspektywie nie mamy gwarancji, że nasze linki nadal będą działać. Nie wspominając nawet o tendencji do &#34;zgównowacenia&#34;, co mogłoby się wiązać z np. wstawianiem reklam przed pokazaniem właściwej treści. Nie wiem zresztą, czy już przypadkiem nie było podobnych sytuacji. Wracając do Yourls: aplikacja pozwala na skracanie linków we własnej (sub)domenie, zarówno w formie losowego ciągu znaków, jak i ustawionej przez nas nazwy. Very useful 👍🏻&#xA;&#xA;My Webapp&#xA;&#xA;Nie jest to może konkretna aplikacja, a raczej prosty serwer WWW dostępny z poziomu YunoHost. Za jego pomocą możesz pokazać światu swoją stronę-wizytówkę, czy jakąkolwiek stronę bazującą na HTML, CSS, JS czy PHP. To taki &#34;placeholder&#34; na stronę WWW. Bardzo dobrze współgra ze statycznymi stronami, które generuję sobie w Hugo. Co ważne, możesz mieć kilka instancji My Webapp, każdą na osobną stronę i domenę. Super sprawa.&#xA;&#xA;WriteFreely&#xA;&#xA;Na koniec zostawiłem sobie prawdziwą perełkę, która zasila tego bloga - WriteFreely. I tu znowu uwaga: to nie jest silnik blogowy dla każdego. Jeśli jednak cenisz sobie minimalizm (aż do bólu), pisanie w Markdown, integrację z Fediwersum i w zasadzie prosty proces publikacji treści, to tutaj poczujesz się jak w domu. Powiem wam w tajemnicy, że od zawsze chciałem mieć takiego osobistego bloga. W momencie, gdy odkryłem WriteFreely, poczułem, że nie mam już żadnej wymówki, aby nie wejść w blogowanie pełną parą. Czy mi to wychodzi, to oczywiście inna sprawa, ale nie mi oceniać własną twórczość. Niemniej dodam, że blog to dobry punkt startowy w budowaniu własnej marki i wizerunku eksperta (tutaj pozdrawiam Pana Redaktora z Tok FM; proszę wybaczyć, że nie pamiętam nazwiska). Podsumowując, WriteFreely to świetna alternatywa dla klasycznych silników typu WordPress, który przez lata niestety przytył i dorobił się wielu niepotrzebnych funkcji. Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość: nie musisz od razu stawiać własnego serwera. Możesz założyć konto na writefreely.pl i zobaczyć, jak system działa od kuchni ✍🏻 Jeszcze raz polecam!&#xA;&#xA;Koniec?&#xA;&#xA;Powiedzmy, że na tym zakończę moją wyliczankę 🏁 Wyszło takie top 10, a to dobra liczba, w sam raz. Gdybym się postarał, to prawdopodobnie znalazłbym jeszcze z 5 ciekawych aplikacji / usług. Jednak nie byłyby one moim pierwszym wyborem. Zależało mi na tym, abyście otrzymali prawdziwie użyteczne i solidne apki self-hosted. Pod moimi wyborami podpisuję się obiema rękami, a to chyba wystarczająca rekomendacja. To napisawszy, do tematu self-hostingu na pewno będę wracał. Jak człowiek raz spróbuje... to nie ma już odwrotu 😁&#xA;&#xA;#selfhosted #selfhosting #yunohost&#xA;&#xA;Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Witajcie, drodzy widzowie – to znaczy czytelnicy – w drugim wpisie poświęconym aplikacjom do samodzielnego hostowania. Oczywiście możemy to robić na własnym sprzęcie ulokowanym w domu czy biurze, co wiąże się z kilkoma sztuczkami, jak te usługi “wystawić” na świat (lub tylko dla wybranych użytkowników). Jednak ja obrałem prawdopodobnie prostszą ścieżkę, wynajmując VPS-a (Virtual Private Server) u naszych niemieckich sąsiadów. Wybór padł na <a href="https://www.hetzner.com/" title="Hetzner">Hetznera</a>, bo i ceny niezłe, i działanie niczego sobie. Ty zrób tak, aby było ci wygodnie i najlepiej nie za drogo. W każdym razie mój setup mi na razie odpowiada. Przejdźmy zatem do kolejnych aplikacji, które serwuje mój <strong>YunoHost</strong>.</p>

<h2 id="searxng">SearXNG</h2>

<p>O tej metawyszukiwarce <a href="https://blog.narecki.name/czym-jest-metawyszukiwarka">pisałem już jakiś czas temu</a>, więc tym razem jedynie tytułem przypomnienia parę słów. <strong>SearXNG</strong> zbiera wyniki z publicznie dostępnych wyszukiwarek, np. Google, DuckDuckGo, Wikipedia, Startpage, itp. Następnie agreguje rezultaty wyszukiwania i wyświetla w bardzo czytelnej formie, bez reklam i treści sponsorowanych. Dla mnie ten ostatni argument okazał się najważniejszy i teraz domyślnie korzystam z własnej instancji <strong>SearXNG</strong>, czasami tylko posiłkując się DDG.</p>

<h2 id="librespeed">LibreSpeed</h2>

<p>Na <strong>LibreSpeed</strong> trafiłem szukając alternatyw dla <a href="https://www.speedtest.net/" title="Speedtest.net">Speedtest.net</a>. To nic innego jak miernik prędkości naszego łącza ⏱️ Dostępne są <a href="https://librespeed.org/" title="librespeed.org">publiczne serwery</a>, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby uruchomić własny. Tym bardziej jeśli mamy do dyspozycji względnie szybki VPS. Dobrym pomysłem jest też ograniczenie widoczności naszej instancji <strong>LibreSpeed</strong>, aby ktoś nie nadużył naszej gościnności. Co też od razu uczyniłem. Tylko zalogowani użytkownicy <strong>YunoHost</strong> mają dostęp do tego narzędzia.</p>

<h2 id="yourls">Yourls</h2>

<p>A tutaj mamy małe, przyjemne narzędzie do skracania linków. Wyobrażam sobie, że nie każdy potrzebuje czegoś takiego, ale w momencie, gdy faktycznie musisz skrócić link, przydaje się niesamowicie. Powiem wam szczerze, że nigdy nie ufałem usługom takim jak <a href="https://bitly.com/" title="Bitly.com">Bitly</a>. Bo o ile w danym momencie mogą stanowić szybkie rozwiązanie, to w dłuższej perspektywie nie mamy gwarancji, że nasze linki nadal będą działać. Nie wspominając nawet o tendencji do “zgównowacenia”, co mogłoby się wiązać z np. wstawianiem reklam przed pokazaniem właściwej treści. Nie wiem zresztą, czy już przypadkiem nie było podobnych sytuacji. Wracając do <strong>Yourls</strong>: aplikacja pozwala na skracanie linków we własnej (sub)domenie, zarówno w formie losowego ciągu znaków, jak i ustawionej przez nas nazwy. Very useful 👍🏻</p>

<h2 id="my-webapp">My Webapp</h2>

<p>Nie jest to może konkretna aplikacja, a raczej prosty serwer WWW dostępny z poziomu <strong>YunoHost</strong>. Za jego pomocą możesz pokazać światu swoją stronę-wizytówkę, czy jakąkolwiek stronę bazującą na HTML, CSS, JS czy PHP. To taki “placeholder” na stronę WWW. Bardzo dobrze współgra ze statycznymi stronami, które generuję sobie w <a href="https://gohugo.io/" title="gohugo.io">Hugo</a>. Co ważne, możesz mieć kilka instancji <strong>My Webapp</strong>, każdą na osobną stronę i domenę. Super sprawa.</p>

<h2 id="writefreely">WriteFreely</h2>

<p>Na koniec zostawiłem sobie prawdziwą perełkę, która zasila tego bloga – <strong>WriteFreely</strong>. I tu znowu uwaga: to nie jest silnik blogowy dla każdego. Jeśli jednak cenisz sobie minimalizm (aż do bólu), pisanie w <em>Markdown</em>, integrację z <em>Fediwersum</em> i w zasadzie prosty proces publikacji treści, to tutaj poczujesz się jak w domu. Powiem wam w tajemnicy, że od zawsze chciałem mieć takiego osobistego bloga. W momencie, gdy odkryłem <strong>WriteFreely</strong>, poczułem, że nie mam już żadnej wymówki, aby nie wejść w blogowanie pełną parą. Czy mi to wychodzi, to oczywiście inna sprawa, ale nie mi oceniać własną twórczość. Niemniej dodam, że blog to dobry punkt startowy w budowaniu własnej marki i wizerunku eksperta (tutaj pozdrawiam Pana Redaktora z Tok FM; proszę wybaczyć, że nie pamiętam nazwiska). Podsumowując, <strong>WriteFreely</strong> to świetna alternatywa dla klasycznych silników typu <em>WordPress</em>, który przez lata niestety przytył i dorobił się wielu niepotrzebnych funkcji. Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość: nie musisz od razu stawiać własnego serwera. Możesz założyć konto na <a href="https://writefreely.pl/" title="writefreely.pl">writefreely.pl</a> i zobaczyć, jak system działa od kuchni ✍🏻 Jeszcze raz polecam!</p>

<h2 id="koniec">Koniec?</h2>

<p>Powiedzmy, że na tym zakończę moją wyliczankę 🏁 Wyszło takie top 10, a to dobra liczba, w sam raz. Gdybym się postarał, to prawdopodobnie znalazłbym jeszcze z 5 ciekawych aplikacji / usług. Jednak nie byłyby one moim pierwszym wyborem. Zależało mi na tym, abyście otrzymali prawdziwie użyteczne i solidne apki self-hosted. Pod moimi wyborami podpisuję się obiema rękami, a to chyba wystarczająca rekomendacja. To napisawszy, do tematu self-hostingu na pewno będę wracał. Jak człowiek raz spróbuje... to nie ma już odwrotu 😁</p>

<p><a href="https://blog.narecki.name/tag:selfhosted" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">selfhosted</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:selfhosting" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">selfhosting</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:yunohost" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">yunohost</span></a></p>

<p>Skomentuj na fediwersum: <a href="https://blog.narecki.name/@/michal@101010.pl" class="u-url mention">@<span>michal@101010.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.narecki.name/moje-ulubione-aplikacje-self-hosted-czesc-2</guid>
      <pubDate>Sat, 11 Apr 2026 13:59:03 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Moje ulubione aplikacje self-hosted (część 1)</title>
      <link>https://blog.narecki.name/moje-ulubione-aplikacje-self-hosted-czesc-1</link>
      <description>&lt;![CDATA[Już od co najmniej kilku lat polegam na zestawie aplikacji do samodzielnego hostowania. W tym wpisie chciałbym podzielić się moimi doświadczeniami i polecić wam najciekawsze apki typu self-hosted. Na początek sprawa najważniejsza czyli system, z którego korzystam pod spodem i bez którego nie byłoby tej całej przygody z self-hostingiem. Chodzi oczywiście o YunoHost, który sprawia, że zabawa w administratora własnych usług staje się wręcz przyjemnością. Jak to z technologią bywa, zdarzają się drobne problemy lub wpadki ale w moim przypadku są one raczej wyjątkiem niż regułą. Jedyny poważniejszy problem, który zapamiętam na długo to niemożność aktualizacji wallabag - aplikacji do zapisywania artykułów z sieci do przeczytania na później. Ale nawet ten błąd został w końcu naprawiony. Choć jak dobrze pamiętam sytuacja ta ciągnęła się miesiącami. Zostawiając jednak ten konkretny przypadek, korzystanie z YunoHost i aplikacji, które oferuje, przypomina używanie dobrze naoliwionej maszyny. Wszystko po prostu działa ™️ A zatem przedstawiam moje top apki, bez których nie wyobrażam sobie funkcjonowania na co dzień.&#xA;&#xA;wallabag&#xA;&#xA;A co, niech będzie na początek 😉 Jak wspomniałem aplikacja pozwala na zapisywanie treści artykułów &#39;na potem&#39;. Następnie za pomocą klienta o tej samej nazwie możemy sobie te artykuły przyswoić np. na tablecie lub telefonie. Jest to bardzo dobra alternatywa dla nieistniejącego już Pocketa od Mozilli czy Instapaper. Choć przyznam bez bicia, że aktualnie korzystam też z Instapaper ze względu na integrację z czytnikiem Kobo. Tak jest po prostu wygodniej. Jednocześnie lubię mieć wszystkie treści zapisane u siebie w wallabag - tak na wszelki wypadek. Jeśli nie chcesz lub nie możesz hostować aplikacji samodzielnie, dostępna jest też wersja zarządzana (płatna) pod adresem wallabag.it Ok, pierwsza rekomendacja za nami, lecimy dalej.&#xA;&#xA;HedgeDoc&#xA;&#xA;Kolejna aplikacja związana z przetwarzaniem tekstu, tyle że od strony edycji. HedgeDoc to mój ulubiony notatnik oraz edytor Markdown. Najlepiej sprawdza się w pracy nauczyciela gdy potrzebuje na szybko utworzyć dokument (handout) a następnie udostępnić go studentom. A ponieważ składnia Markdown weszła mi w krew to zwyczajnie jest to bardzo wygodne narzędzie. Poza pracą indywidualną edytor pozwala na wspólną pracę nad tekstem więc może się sprawdzić nawet jako prosta alternatywa do Google Docs. Ogólnie notatnik ten robi wrażenie, bo poza wspomnianymi już funkcjami obsługuje nawet tworzenie prezentacji, choć w tym zakresie jeszcze go nie testowałem. Zdecydowanie polecam! 🦔&#xA;&#xA;Roundcube&#xA;&#xA;Ot, zwykły webowy klient pocztowy 📧 A jednak odpowiada mi jego prostota i nieskomplikowany interfejs. Nie mówiąc o tym, że jest mega szybki. Gdzieś ostatnio usłyszałem (pewnie w jakimś podcaście), że profesjonaliści preferują Roundcube względem lokalnego Thunderbirda, bo ten pierwszy szybciej przeszukuje skrzynkę mailową. I chyba coś w tym jest. Krótko mówiąc: jeśli mail w przeglądarce to tylko Roundcube.&#xA;&#xA;Miniflux&#xA;&#xA;Dochodzimy do kolejnego niezbędnego narzędzia jakim jest czytnik RSS. Ja wiem, że są czytniki lokalne, niewymagające żadnego serwera czy back-endu. I wiem, że niektórym to w zupełności wystarczy. Jednak jeśli zależy ci na dostępie z każdego urządzenia i łatwej synchronizacji treści to Miniflux będzie jak znalazł. To naprawdę solidny kawałek oprogramowania. Z wierzchu wydaje się prosty i nieprzytłaczający. Pod maską kryje jednak liczne rozszerzenia i integracje. Mi wystarcza &#39;wersja podstawowa&#39; w połączeniu z aplikacją Flux News na Androidzie. Swój czytnik RSS staram się cały czas rozbudowywać o ciekawe blogi i serwisy. Poza tym jeśli widzę, że dany &#39;feed&#39; nie jest już dostępny to mogę go łatwo usunąć. Ogólnie Miniflux to aplikacja bezproblemowa więc nie planuję na razie jej zmieniać.&#xA;&#xA;LibreQR&#xA;&#xA;Ostatnia polecajka w tej części artykułu to proste narzędzie webowe do generowania kodów QR. Dzięki niemu szybko zamienisz dowolny tekst (np. adres www) w kod QR. Parametrem, który najczęściej mi się przydaje jest zmiana wielkości kodu (w pikselach), tak aby był widoczny na rzutniku. Stworzone kody można też zapisać w pamięci urządzenia - do wykorzystania na później lub do wydruku. Co bodaj najważniejsze: nie musisz zakładać konta w jakimś podejrzanym serwisie, który z czasem ulegnie degradacji (enshittification) i każe sobie płacić np. za odblokowanie linków zawartych w kodach QR. Zresztą, niech stracę, jeśli chcesz to korzystaj z mojej instancji LibreQR dostępnej pod adresem: lab42.ovh/qr/ 😀&#xA;&#xA;To jeszcze nie koniec&#xA;&#xA;W trakcie pisania tego tekstu uzmysłowiłem sobie, że self-hosting to dla mnie temat rzeka (no prawie) więc w tym miejscu robię pauzę. Do tematu wrócę pewnie po świętach Wielkanocnych więc już teraz zapraszam do subskrybowania bloga: zarówno przez RSS jak i na Fediwersum. Życzę wam ciekawych odkryć w temacie aplikacji self-hosted, radosnych Świąt i dzielenia się zdobytą wiedzą z rodziną i znajomymi. Do następnego! 👋🏻&#xA;&#xA;#selfhosted #selfhosting #yunohost&#xA;&#xA;Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Już od co najmniej kilku lat polegam na zestawie aplikacji do samodzielnego hostowania. W tym wpisie chciałbym podzielić się moimi doświadczeniami i polecić wam najciekawsze apki typu self-hosted. Na początek sprawa najważniejsza czyli system, z którego korzystam pod spodem i bez którego nie byłoby tej całej przygody z self-hostingiem. Chodzi oczywiście o <a href="https://yunohost.org/" title="YunoHost"><strong>YunoHost</strong></a>, który sprawia, że zabawa w administratora własnych usług staje się wręcz przyjemnością. Jak to z technologią bywa, zdarzają się drobne problemy lub wpadki ale w moim przypadku są one raczej wyjątkiem niż regułą. Jedyny poważniejszy problem, który zapamiętam na długo to niemożność aktualizacji <strong>wallabag</strong> – aplikacji do zapisywania artykułów z sieci do przeczytania na później. Ale nawet ten błąd został w końcu naprawiony. Choć jak dobrze pamiętam sytuacja ta ciągnęła się miesiącami. Zostawiając jednak ten konkretny przypadek, korzystanie z <strong>YunoHost</strong> i aplikacji, które oferuje, przypomina używanie dobrze naoliwionej maszyny. Wszystko po prostu działa ™️ A zatem przedstawiam moje top apki, bez których nie wyobrażam sobie funkcjonowania na co dzień.</p>

<h2 id="wallabag">wallabag</h2>

<p>A co, niech będzie na początek 😉 Jak wspomniałem aplikacja pozwala na zapisywanie treści artykułów &#39;na potem&#39;. Następnie za pomocą klienta o tej samej nazwie możemy sobie te artykuły przyswoić np. na tablecie lub telefonie. Jest to bardzo dobra alternatywa dla nieistniejącego już <em>Pocketa</em> od Mozilli czy <em>Instapaper</em>. Choć przyznam bez bicia, że aktualnie korzystam też z <em>Instapaper</em> ze względu na integrację z czytnikiem <em>Kobo</em>. Tak jest po prostu wygodniej. Jednocześnie lubię mieć wszystkie treści zapisane u siebie w <strong>wallabag</strong> – tak na wszelki wypadek. Jeśli nie chcesz lub nie możesz hostować aplikacji samodzielnie, dostępna jest też wersja zarządzana (płatna) pod adresem <a href="http://wallabag.it">wallabag.it</a> Ok, pierwsza rekomendacja za nami, lecimy dalej.</p>

<h2 id="hedgedoc">HedgeDoc</h2>

<p>Kolejna aplikacja związana z przetwarzaniem tekstu, tyle że od strony edycji. <strong>HedgeDoc</strong> to mój ulubiony notatnik oraz edytor <em>Markdown</em>. Najlepiej sprawdza się w pracy nauczyciela gdy potrzebuje na szybko utworzyć dokument (handout) a następnie udostępnić go studentom. A ponieważ składnia <em>Markdown</em> weszła mi w krew to zwyczajnie jest to bardzo wygodne narzędzie. Poza pracą indywidualną edytor pozwala na wspólną pracę nad tekstem więc może się sprawdzić nawet jako prosta alternatywa do <em>Google Docs</em>. Ogólnie notatnik ten robi wrażenie, bo poza wspomnianymi już funkcjami obsługuje nawet tworzenie prezentacji, choć w tym zakresie jeszcze go nie testowałem. Zdecydowanie polecam! 🦔</p>

<h2 id="roundcube">Roundcube</h2>

<p>Ot, zwykły webowy klient pocztowy 📧 A jednak odpowiada mi jego prostota i nieskomplikowany interfejs. Nie mówiąc o tym, że jest mega szybki. Gdzieś ostatnio usłyszałem (pewnie w jakimś podcaście), że profesjonaliści preferują <strong>Roundcube</strong> względem lokalnego <em>Thunderbirda</em>, bo ten pierwszy szybciej przeszukuje skrzynkę mailową. I chyba coś w tym jest. Krótko mówiąc: jeśli mail w przeglądarce to tylko <strong>Roundcube</strong>.</p>

<h2 id="miniflux">Miniflux</h2>

<p>Dochodzimy do kolejnego niezbędnego narzędzia jakim jest czytnik RSS. Ja wiem, że są czytniki lokalne, niewymagające żadnego serwera czy back-endu. I wiem, że niektórym to w zupełności wystarczy. Jednak jeśli zależy ci na dostępie z każdego urządzenia i łatwej synchronizacji treści to <strong>Miniflux</strong> będzie jak znalazł. To naprawdę solidny kawałek oprogramowania. Z wierzchu wydaje się prosty i nieprzytłaczający. Pod maską kryje jednak liczne rozszerzenia i integracje. Mi wystarcza &#39;wersja podstawowa&#39; w połączeniu z aplikacją <em>Flux News</em> na Androidzie. Swój czytnik RSS staram się cały czas rozbudowywać o ciekawe blogi i serwisy. Poza tym jeśli widzę, że dany &#39;feed&#39; nie jest już dostępny to mogę go łatwo usunąć. Ogólnie <strong>Miniflux</strong> to aplikacja bezproblemowa więc nie planuję na razie jej zmieniać.</p>

<h2 id="libreqr">LibreQR</h2>

<p>Ostatnia polecajka w tej części artykułu to proste narzędzie webowe do generowania kodów QR. Dzięki niemu szybko zamienisz dowolny tekst (np. adres www) w kod QR. Parametrem, który najczęściej mi się przydaje jest zmiana wielkości kodu (w pikselach), tak aby był widoczny na rzutniku. Stworzone kody można też zapisać w pamięci urządzenia – do wykorzystania na później lub do wydruku. Co bodaj najważniejsze: nie musisz zakładać konta w jakimś podejrzanym serwisie, który z czasem ulegnie degradacji (<em>enshittification</em>) i każe sobie płacić np. za odblokowanie linków zawartych w kodach QR. Zresztą, niech stracę, jeśli chcesz to korzystaj z mojej instancji <strong>LibreQR</strong> dostępnej pod adresem: <a href="https://lab42.ovh/qr/">lab42.ovh/qr/</a> 😀</p>

<h2 id="to-jeszcze-nie-koniec">To jeszcze nie koniec</h2>

<p>W trakcie pisania tego tekstu uzmysłowiłem sobie, że self-hosting to dla mnie temat rzeka (no prawie) więc w tym miejscu robię pauzę. Do tematu wrócę pewnie po świętach Wielkanocnych więc już teraz zapraszam do subskrybowania bloga: zarówno przez RSS jak i na <em>Fediwersum</em>. Życzę wam ciekawych odkryć w temacie aplikacji self-hosted, radosnych Świąt i dzielenia się zdobytą wiedzą z rodziną i znajomymi. Do następnego! 👋🏻</p>

<p><a href="https://blog.narecki.name/tag:selfhosted" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">selfhosted</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:selfhosting" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">selfhosting</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:yunohost" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">yunohost</span></a></p>

<p>Skomentuj na fediwersum: <a href="https://blog.narecki.name/@/michal@101010.pl" class="u-url mention">@<span>michal@101010.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.narecki.name/moje-ulubione-aplikacje-self-hosted-czesc-1</guid>
      <pubDate>Wed, 01 Apr 2026 14:50:15 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Przyszłość jest sfederowana</title>
      <link>https://blog.narecki.name/przyszlosc-jest-sfederowana</link>
      <description>&lt;![CDATA[Nie wiem jak wy, ale ja ostatnio widzę nagłówki głoszące, że &#34;the future is federated&#34;. Głównie po angielsku. Między innymi dlatego chciałbym, aby to wybrzmiało również po polsku. Nie będzie chyba żadnym zaskoczeniem, że tego typu teksty są domeną Mastodona oraz szerzej Fediwersum. W końcu są to media prawdziwie społecznościowe i oparte o ideę federalizacji / decentralizacji. Zresztą, w największym skrócie, tak można wytłumaczyć czym ta federalizacja jest: chodzi o zdecentralizowane usługi sieciowe. Mastodon jest bardzo dobrym przykładem, bo opiera się na połączonych ze sobą wielu serwerach (lub instancjach), które &#39;serwują&#39; właśnie to samo lub podobne oprogramowanie. Jednak cała magia polega na tym, że te serwery używają tego samego protokołu (języka) aby wymieniać między sobą informacje. W przypadku Fediwersum protokołem tym jest ActivityPub. Oczywiście jako zwykły użytkownik nie musisz ani znać tej nazwy, ani wiedzieć jak to działa pod spodem. Grunt, że działa i możesz po prostu korzystać z sieci. Podobnie sprawa ma się z mailem. System wymiany poczty działa podobnie, choć oczywiście korzysta z innych protokołów (SMTP, IMAP). Wszystko to sprawia, że możesz z łatwością nawiązać kontakt z osobami, które korzystają z przeróżnych dostawców poczty. Ba, niektórzy decydują się nawet na zarządzanie własnym systemem mailowym. Ja sam też mam takie doświadczenie. I mimo, że obecnie wolę to zlecić fachowcom (Tuta Mail), to wiem, że sporo się nauczyłem i nie żałuję ani chwili. Dla ciekawych: rozwiązanie, z którego wówczas korzystałem to Mail-In-A-Box.&#xA;&#xA;W Fediwersum też jest oczywiście miejsce dla odważnych. Możesz np. założyć swój własny serwer Mastodona lub GoToSocial i być kapitanem własnego okrętu, jednocześnie partycypując w zdecentralizowanej sieci jako zwykły użytkownik. I tu objawia się prawdziwa siła Fedi (jak sami uczestnicy odnoszą się do Fediwersum). Żadna firma czy jednostka nie jest w stanie kontrolować całej sieci. Aż na usta cisnie się: &#34;it&#39;s in the name: decentralized&#34;. Nie masz możliwości technicznych ani żadnych innych, aby znacząco zmienić oblicze zdecentralizowanej usługi. A ja tylko dodam, cytując klasyka: &#34;i bardzo, ku\wa, dobrze&#34;. Nie chcę jednak być super radykalny, bo pewne zmiany będą z czasem konieczne, jak w każdej rozwijającej się sieci. Jednak mogą być wprowadzane stopniowo, biorąc pod uwagę potrzeby użytkowników. Jest to podejście zdecydowanie odmienne od tego, co robią korpo-platformy. Weźmy przykład pierwszy z brzegu: wciskanie tzw. AI wszędzie, gdzie się da. I wiesz, że mówię tu o większości znanych platform. Z szacunku dla czytelnika nie będę tym razem wymieniał ich nazw, aby nie robić im zbędnej &#39;reklamy&#39;. Wszyscy wiemy, jak to wygląda 🤢&#xA;&#xA;Dlaczego zatem myślę, że przyszłość to federalizacja? Ok, przyznaję, z jednej strony to trochę takie myślenie życzeniowe, ale z drugiej mocno wierzę, że po prostu nie ma innej drogi. Model zdecentralizowany jest zwyczajnie najbardziej sensowny na dłuższą metę. Pozwala każdemu na uczestnictwo w sieci na podobnych zasadach, a jednocześnie umożliwia definiowanie własnych, mniejszych społeczności. Potem te &#39;wioski&#39; mogą łączyć się i wymieniać pomysłami. Mówiąc krótko: Fediwersum całkiem zgrabnie odzwierciedla świat realny. I chyba do tej myśli chciałem dojść pisząc niniejszy tekst. Jak zwykle sam proces pisania pozwala mi na głębsze przemyślenie tematu 😉 Nie byłbym sobą, gdybym na koniec nie zaprosił ciebie, szanowny czytelniku, do zbadania koncepcji Fedi i, jeśli czas pozwoli, do dołączenia do niemałego już grona fediwersjan* 🤓 A jeśli nie wiesz, od czego zacząć, polecam zaprzyjaźniony serwer Mastodona pod adresem: 101010.pl. Znajdziesz tam mnie i &#39;kilka&#39; innych pozytywnie zakręconych osób 😁&#xA;&#xA;#Fediwersum #Fedi #Mastodon #federacja&#xA;&#xA;Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Nie wiem jak wy, ale ja ostatnio widzę nagłówki głoszące, że “the future is federated”. Głównie po angielsku. Między innymi dlatego chciałbym, aby to wybrzmiało również po polsku. Nie będzie chyba żadnym zaskoczeniem, że tego typu teksty są domeną <a href="https://joinmastodon.org/pl"><strong>Mastodona</strong></a> oraz szerzej <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Fediwersum"><strong>Fediwersum</strong></a>. W końcu są to media prawdziwie społecznościowe i oparte o ideę federalizacji / decentralizacji. Zresztą, w największym skrócie, tak można wytłumaczyć czym ta federalizacja jest: chodzi o zdecentralizowane usługi sieciowe. <strong>Mastodon</strong> jest bardzo dobrym przykładem, bo opiera się na połączonych ze sobą wielu serwerach (lub <em>instancjach</em>), które &#39;serwują&#39; właśnie to samo lub podobne oprogramowanie. Jednak cała magia polega na tym, że te serwery używają tego samego protokołu (języka) aby wymieniać między sobą informacje. W przypadku Fediwersum protokołem tym jest <strong>ActivityPub</strong>. Oczywiście jako zwykły użytkownik nie musisz ani znać tej nazwy, ani wiedzieć jak to działa pod spodem. Grunt, że działa i możesz po prostu korzystać z sieci. Podobnie sprawa ma się z mailem. System wymiany poczty działa podobnie, choć oczywiście korzysta z innych protokołów (SMTP, IMAP). Wszystko to sprawia, że możesz z łatwością nawiązać kontakt z osobami, które korzystają z przeróżnych dostawców poczty. Ba, niektórzy decydują się nawet na zarządzanie własnym systemem mailowym. Ja sam też mam takie doświadczenie. I mimo, że obecnie wolę to zlecić fachowcom (<a href="https://app.tuta.com/signup?ref=OWFKQ2FlNnA&amp;s=0">Tuta Mail</a>), to wiem, że sporo się nauczyłem i nie żałuję ani chwili. Dla ciekawych: rozwiązanie, z którego wówczas korzystałem to <a href="https://mailinabox.email/">Mail-In-A-Box</a>.</p>

<p>W Fediwersum też jest oczywiście miejsce dla odważnych. Możesz np. założyć swój własny serwer Mastodona lub GoToSocial i być kapitanem własnego okrętu, jednocześnie partycypując w zdecentralizowanej sieci jako zwykły użytkownik. I tu objawia się prawdziwa siła <strong>Fedi</strong> (jak sami uczestnicy odnoszą się do Fediwersum). Żadna firma czy jednostka nie jest w stanie kontrolować całej sieci. Aż na usta cisnie się: “it&#39;s in the name: decentralized”. Nie masz możliwości technicznych ani żadnych innych, aby znacząco zmienić oblicze zdecentralizowanej usługi. A ja tylko dodam, cytując klasyka: “i bardzo, ku*wa, dobrze”. Nie chcę jednak być super radykalny, bo pewne zmiany będą z czasem konieczne, jak w każdej rozwijającej się sieci. Jednak mogą być wprowadzane stopniowo, biorąc pod uwagę potrzeby użytkowników. Jest to podejście zdecydowanie odmienne od tego, co robią korpo-platformy. Weźmy przykład pierwszy z brzegu: wciskanie tzw. AI wszędzie, gdzie się da. I wiesz, że mówię tu o większości znanych platform. Z szacunku dla czytelnika nie będę tym razem wymieniał ich nazw, aby nie robić im zbędnej &#39;reklamy&#39;. Wszyscy wiemy, jak to wygląda 🤢</p>

<p>Dlaczego zatem myślę, że przyszłość to federalizacja? Ok, przyznaję, z jednej strony to trochę takie myślenie życzeniowe, ale z drugiej mocno wierzę, że po prostu nie ma innej drogi. Model zdecentralizowany jest zwyczajnie najbardziej sensowny na dłuższą metę. Pozwala każdemu na uczestnictwo w sieci na podobnych zasadach, a jednocześnie umożliwia definiowanie własnych, mniejszych społeczności. Potem te &#39;wioski&#39; mogą łączyć się i wymieniać pomysłami. Mówiąc krótko: Fediwersum całkiem zgrabnie odzwierciedla świat realny. I chyba do tej myśli chciałem dojść pisząc niniejszy tekst. Jak zwykle sam proces pisania pozwala mi na głębsze przemyślenie tematu 😉 Nie byłbym sobą, gdybym na koniec nie zaprosił ciebie, szanowny czytelniku, do zbadania koncepcji Fedi i, jeśli czas pozwoli, do dołączenia do niemałego już grona <em>fediwersjan</em> 🤓 A jeśli nie wiesz, od czego zacząć, polecam zaprzyjaźniony serwer Mastodona pod adresem: <a href="https://101010.pl/invite/iZEYBbaA">101010.pl</a>. Znajdziesz tam mnie i &#39;kilka&#39; innych pozytywnie zakręconych osób 😁</p>

<p><a href="https://blog.narecki.name/tag:Fediwersum" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">Fediwersum</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:Fedi" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">Fedi</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:Mastodon" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">Mastodon</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:federacja" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">federacja</span></a></p>

<p>Skomentuj na fediwersum: <a href="https://blog.narecki.name/@/michal@101010.pl" class="u-url mention">@<span>michal@101010.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.narecki.name/przyszlosc-jest-sfederowana</guid>
      <pubDate>Sun, 29 Mar 2026 14:52:15 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Publikuj u siebie!</title>
      <link>https://blog.narecki.name/publikuj-u-siebie</link>
      <description>&lt;![CDATA[Roboczy tytuł tego wpisu brzmiał &#34;Załóż se, kurde, stronę internetową&#34;, ale stwierdziłem, że nie brzmi to zbyt fachowo 😉 A zatem: jeśli masz jakąkolwiek potrzebę wyrażenia siebie lub swojej działalności, publikuj na własnej stronie www. Potem możesz oczywiście przeklejać treści lub linki na różne platformy (anty)social media. Jednak pamiętaj: swoje miejsce w sieci to podstawa. Tym bardziej, że koszt takiego rozwiązania wcale nie musi być kosmiczny. Moje szybkie wyliczenia wskazują na koszt rzędu kilkudziesięciu do max kilkuset złotych w skali roku. W wersji budżetowej wydajesz kilkadziesiąt złotych na domenę + tyle samo na współdzielony hosting. Myślę, że nawet dla osoby prywatnej nie jest to wygórowany wydatek. W przypadku firm to wydatek wręcz pomijalny. Chyba, że naprawdę potrzebujesz czegoś super spersonalizowanego. Mi jednak nie chodzi o to, abyś przepłacał(a), ale po prostu był(a) &#39;na swoim&#39;.&#xA;&#xA;Dlaczego to takie ważne? Powód jest dość prosty. Jeśli twoja działalność ogranicza się do fanpejdża na Facebooku i np. konta na Instagramie, to de facto nie jesteś właścicielem zamieszczanych tam treści. Platformy mogą w każdym momencie usunąć twoje konto lub &#39;wykopać&#39; cię z jakiegoś niezrozumiałego powodu. Nie wspominam nawet o ograniczaniu zasięgów i innych &#39;shadow banach&#39;. Właściwie jedynym słusznym zastosowaniem korpo-platform jest tzw. słup ogłoszeniowy. Prosta sprawa: publikujesz na swojej stronie, a następnie przeklejasz wybrane treści na X, Mastodona czy innego Instagrama (lub Pixelfeda). Możesz to robić ręcznie, co w przypadku rzadkich publikacji w zupełności wystarczy. Alternatywnie możesz skorzystać z jakiegoś automatu czy agregatora treści, który to zrobi za ciebie. Jednak niezależnie od metody publikacji, zajrzyj czasem na &#39;socjalki&#39; i sprawdź, czy ludzie / klienci nie zadali jakichś pytań. Wówczas wejdź w interakcję, aby nie być jak niektórzy influencerzy, którzy publikują tylko w jedną stronę, nie siłując się na pogłębione rozmowy. Piszę o tym głównie z myślą o Mastodonie (Fediverse), bo to chyba najbardziej ludzka sieć spośród obecnie dostępnych. Tam po prostu nie wypada się nie odzywać.&#xA;&#xA;Jest jeszcze jedna zaleta takiego podejścia: własna domena. Docenią ją zwłaszcza przedsiębiorcy, ale i zwykły Kowalski zyska na rozpoznawalności. Otóż własna domena, poza tym, że kieruje na naszą stronę, może też być naszą skrzynką mailową, np. (imię)@kowalski.pl. Po pierwsze, taki adres wygląda profesjonalnie, a po drugie daje nam poczucie bezpieczeństwa. Od teraz możemy dowolnie zmieniać dostawców poczty, jednocześnie zachowując nasz adres. Tak trzeba żyć 😎&#xA;&#xA;I z tym przesłaniem was zostawiam. Powodzenia w budowaniu swojego zakątka w sieci! 📝&#xA;&#xA;#blog #SocialMedia &#xA;&#xA;Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Roboczy tytuł tego wpisu brzmiał “Załóż se, kurde, stronę internetową”, ale stwierdziłem, że nie brzmi to zbyt fachowo 😉 A zatem: jeśli masz jakąkolwiek potrzebę wyrażenia siebie lub swojej działalności, publikuj na własnej stronie www. Potem możesz oczywiście przeklejać treści lub linki na różne platformy (anty)social media. Jednak pamiętaj: swoje miejsce w sieci to podstawa. Tym bardziej, że koszt takiego rozwiązania wcale nie musi być kosmiczny. Moje szybkie wyliczenia wskazują na koszt rzędu kilkudziesięciu do max kilkuset złotych w skali roku. W wersji budżetowej wydajesz kilkadziesiąt złotych na domenę + tyle samo na współdzielony hosting. Myślę, że nawet dla osoby prywatnej nie jest to wygórowany wydatek. W przypadku firm to wydatek wręcz pomijalny. Chyba, że naprawdę potrzebujesz czegoś super spersonalizowanego. Mi jednak nie chodzi o to, abyś przepłacał(a), ale po prostu był(a) &#39;na swoim&#39;.</p>

<p>Dlaczego to takie ważne? Powód jest dość prosty. Jeśli twoja działalność ogranicza się do fanpejdża na Facebooku i np. konta na Instagramie, to de facto nie jesteś właścicielem zamieszczanych tam treści. Platformy mogą w każdym momencie usunąć twoje konto lub &#39;wykopać&#39; cię z jakiegoś niezrozumiałego powodu. Nie wspominam nawet o ograniczaniu zasięgów i innych &#39;shadow banach&#39;. Właściwie jedynym słusznym zastosowaniem korpo-platform jest tzw. słup ogłoszeniowy. Prosta sprawa: publikujesz na swojej stronie, a następnie przeklejasz wybrane treści na X, Mastodona czy innego Instagrama (lub Pixelfeda). Możesz to robić ręcznie, co w przypadku rzadkich publikacji w zupełności wystarczy. Alternatywnie możesz skorzystać z jakiegoś automatu czy agregatora treści, który to zrobi za ciebie. Jednak niezależnie od metody publikacji, zajrzyj czasem na &#39;socjalki&#39; i sprawdź, czy ludzie / klienci nie zadali jakichś pytań. Wówczas wejdź w interakcję, aby nie być jak niektórzy influencerzy, którzy publikują tylko w jedną stronę, nie siłując się na pogłębione rozmowy. Piszę o tym głównie z myślą o Mastodonie (Fediverse), bo to chyba najbardziej ludzka sieć spośród obecnie dostępnych. Tam po prostu nie wypada się nie odzywać.</p>

<p>Jest jeszcze jedna zaleta takiego podejścia: własna domena. Docenią ją zwłaszcza przedsiębiorcy, ale i zwykły Kowalski zyska na rozpoznawalności. Otóż własna domena, poza tym, że kieruje na naszą stronę, może też być naszą skrzynką mailową, np. (imię)@kowalski.pl. Po pierwsze, taki adres wygląda profesjonalnie, a po drugie daje nam poczucie bezpieczeństwa. Od teraz możemy dowolnie zmieniać dostawców poczty, jednocześnie zachowując nasz adres. Tak trzeba żyć 😎</p>

<p>I z tym przesłaniem was zostawiam. Powodzenia w budowaniu swojego zakątka w sieci! 📝</p>

<p><a href="https://blog.narecki.name/tag:blog" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">blog</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:SocialMedia" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">SocialMedia</span></a></p>

<p>Skomentuj na fediwersum: <a href="https://blog.narecki.name/@/michal@101010.pl" class="u-url mention">@<span>michal@101010.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.narecki.name/publikuj-u-siebie</guid>
      <pubDate>Sun, 22 Mar 2026 13:46:09 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Głos wołającego na pustyni</title>
      <link>https://blog.narecki.name/glos-wolajacego-na-pustyni</link>
      <description>&lt;![CDATA[Czasem sobie myślę, że to wszystko nie ma sensu. Czasem sobie uświadamiam, że to moje zacięcie w stronę bezpieczeństwa i prywatności przynosi mi więcej szkód niż pożytku 😞 Zazwyczaj ten stan przechodzi po jakimś czasie, bo jednak znajduję sens tu i ówdzie, ale jednak pewien niesmak pozostaje. Weźmy taką sytuację: namawiasz klienta / znajomego / członka rodziny (niepotrzebne skreśl) do zainstalowania bezpiecznego komunikatora albo przynajmniej skorzystania z szyfrowanego maila. Niech to będzie opcja najprostsza, a więc Signal jako IM, a Proton jako skrzynka mailowa. I tłumaczysz temu klientowi, że taka jest praktyka, że tak się powinno wysyłać poufne dokumenty. I co? I nic. &#34;To Pan wyśle ten załącznik z hasłem, które ustalimy SMS-em.&#34; No dobra, jest to jakieś rozwiązanie, ale jednak dość nieudolne i nie do końca skuteczne. Tym bardziej jeśli hasłem do .zipa jest numer PESEL albo jakaś trywialna fraza, możliwa do złamania nawet przez darmowego LLM-a. Na marginesie: nie stosuj żadnych narzędzi AI do &#39;generowania&#39; bezpiecznych haseł. To naprawdę okropny pomysł. Zamiast tego poszukaj odpowiedniej opcji w menedżerze haseł (polecam np. Bitwarden).&#xA;&#xA;Jeszcze zrozumiem, jeśli korespondencja nie jest stricte poufna, ale nawet w tym przypadku pisanie SMS-ów po prostu nie jest wygodne. Technologia ta wystarczy co najwyżej do napisania krótkich życzeń dla cioci Grażynki z okazji jej imienin. Nie wspomnę tu nawet o tradycyjnych rozmowach, które zdecydowanie lepiej odbywać szyfrowanymi kanałami. Signal jest tu od lat moim pierwszym wyborem. Właściwie sięgam po niego automatycznie przy inicjowaniu połączeń głosowych. A jest szansa, że niedługo będę mógł osiągnąć to samo w Delta Chat. To dopiero niezależność od Amerykanów i pełna swoboda w wyborze narzędzi. I chyba takie i podobne myśli nieco koją ból, gdy ktoś po raz kolejny odmawia skorzystania z bezpiecznych rozwiązań. Wiem, że często nie jest to celowe ani złośliwe działanie ze strony moich rozmówców. Czasem po prostu brakuje świadomości, że można inaczej. Między innymi tym wpisem (i tym blogiem) chciałbym tę świadomość systematycznie budować. Pomożecie? 🙏🏻&#xA;&#xA;#bezpieczeństwo #prywatność&#xA;&#xA;Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Czasem sobie myślę, że to wszystko nie ma sensu. Czasem sobie uświadamiam, że to moje zacięcie w stronę bezpieczeństwa i prywatności przynosi mi więcej szkód niż pożytku 😞 Zazwyczaj ten stan przechodzi po jakimś czasie, bo jednak znajduję sens tu i ówdzie, ale jednak pewien niesmak pozostaje. Weźmy taką sytuację: namawiasz klienta / znajomego / członka rodziny (niepotrzebne skreśl) do zainstalowania bezpiecznego komunikatora albo przynajmniej skorzystania z szyfrowanego maila. Niech to będzie opcja najprostsza, a więc <strong>Signal</strong> jako IM, a <strong>Proton</strong> jako skrzynka mailowa. I tłumaczysz temu klientowi, że taka jest praktyka, że tak się powinno wysyłać poufne dokumenty. I co? I nic. “To Pan wyśle ten załącznik z hasłem, które ustalimy SMS-em.” No dobra, jest to jakieś rozwiązanie, ale jednak dość nieudolne i nie do końca skuteczne. Tym bardziej jeśli hasłem do .zipa jest numer PESEL albo jakaś trywialna fraza, możliwa do złamania nawet przez darmowego LLM-a. Na marginesie: nie stosuj żadnych narzędzi AI do &#39;generowania&#39; bezpiecznych haseł. To naprawdę okropny pomysł. Zamiast tego poszukaj odpowiedniej opcji w menedżerze haseł (polecam np. Bitwarden).</p>

<p>Jeszcze zrozumiem, jeśli korespondencja nie jest stricte poufna, ale nawet w tym przypadku pisanie SMS-ów po prostu nie jest wygodne. Technologia ta wystarczy co najwyżej do napisania krótkich życzeń dla cioci Grażynki z okazji jej imienin. Nie wspomnę tu nawet o tradycyjnych rozmowach, które zdecydowanie lepiej odbywać szyfrowanymi kanałami. <strong>Signal</strong> jest tu od lat moim pierwszym wyborem. Właściwie sięgam po niego automatycznie przy inicjowaniu połączeń głosowych. A jest szansa, że niedługo będę mógł osiągnąć to samo w <strong>Delta Chat</strong>. To dopiero niezależność od Amerykanów i pełna swoboda w wyborze narzędzi. I chyba takie i podobne myśli nieco koją ból, gdy ktoś po raz kolejny odmawia skorzystania z bezpiecznych rozwiązań. Wiem, że często nie jest to celowe ani złośliwe działanie ze strony moich rozmówców. Czasem po prostu brakuje świadomości, że można inaczej. Między innymi tym wpisem (i tym blogiem) chciałbym tę świadomość systematycznie budować. Pomożecie? 🙏🏻</p>

<p><a href="https://blog.narecki.name/tag:bezpiecze%C5%84stwo" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">bezpieczeństwo</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:prywatno%C5%9B%C4%87" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">prywatność</span></a></p>

<p>Skomentuj na fediwersum: <a href="https://blog.narecki.name/@/michal@101010.pl" class="u-url mention">@<span>michal@101010.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.narecki.name/glos-wolajacego-na-pustyni</guid>
      <pubDate>Mon, 16 Mar 2026 17:45:20 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Mentalność hakera</title>
      <link>https://blog.narecki.name/mentalnosc-hakera</link>
      <description>&lt;![CDATA[Chciałbym porozmawiać o hakerach – nie o tych, o których często słyszy się w mediach. To najczęściej zwykli przestępcy, a dokładniej cyberprzestępcy. Nie zamierzam o nich tutaj mówić. Ważne jest jednak rozróżnienie obu grup. Zanim przejdę dalej, muszę zaznaczyć, że ten wpis został zainspirowany rozmową z moją żoną. Nagle uświadomiłem sobie, że mogę nazywać siebie hakerem, choć nie jestem inżynierem. To co robiłem do tej pory, to &#39;jedynie&#39; rozwiązywanie problemów sprzętowych i programowych. I choćby ten fakt jest jednym z błędnych wyobrażeń ludzi na temat hakerów – nie potrzebujesz dyplomu, aby nim zostać. I zdecydowanie nie musisz być przestępcą.&#xA;&#xA;Ciekawość jako podstawa hackowania&#xA;&#xA;Hakerzy są w zasadzie majsterkowiczami, mistrzami DIY 🧑🏻‍🔧 Muszą znać działanie rzeczy od środka i na zewnątrz. Lubią rozwiązywać problemy i popychać technologię do granic możliwości. Jeśli coś nie działa, znajdą sposób, by to naprawić. Być może słyszałeś o Kevinie Mitnicku (niech spoczywa w pokoju) lub Linusie Torvaldsie. Pierwszy specjalizował się w wykorzystywaniu ludzkich podatności, aby uzyskać dostęp do różnych systemów. Przeszedł drogę od &#34;szarego kapelusza&#34; (grey hat) do &#34;białego kapelusza&#34; (white hat). Jego początkowe działania były kontrowersyjne, ale później przyczynił się znacząco do rozwoju społeczeństwa, prowadząc firmę i pisząc kilka książek o inżynierii społecznej. Nawiasem mówiąc, gorąco polecam lekturę Sztuki Podstępu (The Art Of Deception).  &#xA;Drugim przykładem jest Linus Torvalds, czyli twórca Linuxa 🐧 Tym razem mówimy o prawdziwym inżynierze oprogramowania, który chciał stworzyć naprawdę wolny i otwarto‑źródłowy system operacyjny. Kierował się zasadą: mój komputer, moje zasady. Co ważne, wciąż trzyma się swoich ideałów. Obaj hakerzy starali się przesuwać granice tego, co możliwe, w konstruktywny sposób.&#xA;&#xA;Rozwiązywanie problemów&#xA;&#xA;Hackowanie to także rozwiązywanie problemów. Jeśli jesteś hakerem, robisz wszystko, co w twojej mocy, aby znaleźć rozwiązanie danego wyzwania – nieważne, czy problem jest techniczny, czy nie. Liczy się podejście. To samo w sobie jest cenną umiejętnością, która może pomóc w rozwoju kariery. Wcześniej wspomniałem o terminie &#34;white‑hat hacking&#34;. Odnosi się on do etycznych hakerów, którzy wykorzystują swoje umiejętności, aby poprawić bezpieczeństwo cybernetyczne różnych organizacji. Odgrywają oni kluczową rolę w ochronie naszej cyfrowej infrastruktury.&#xA;&#xA;Społeczność hakerska&#xA;&#xA;Ostatecznie hackowanie często ma charakter kolektywny. Wśród hakerów istnieje silne poczucie wspólnoty. Wielu z nich uczestniczy w projektach open‑source, &#34;hakując&#34; i ulepszając kod, abyśmy później mogli korzystać z ich pracy. Gdy dołączasz do grupy hakerskiej, rozwijasz zarówno umiejętności techniczne, jak i społeczne. W takim kontekście hackowanie oznacza dzielenie się wiedzą i robienie tego odpowiedzialnie. Etyczni hakerzy często publikują swoje odkrycia i przyczyniają się do rozwoju projektów open‑source, co przynosi korzyści całej społeczności.&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Chciałem jasno zaznaczyć, że hakerzy nie są z natury źli. Termin &#34;hacker&#34; jest często używany do opisania każdego, kto wykorzystuje swoje umiejętności komputerowe do popełniania przestępstw, co jest nieprecyzyjne i wprowadza w błąd. Oczywiście istnieją osoby niegodne zaufania, ale nazwijmy je po imieniu; to zwykli cyberprzestępcy. To oni nam szkodzą. Jeśli spodobał ci się ten krótki artykuł, podziel się nim z innymi, niezależnie od tego, czy są hakerami, czy nie 😉&#xA;&#xA;#haker #hacking #cyberprzęstępcy&#xA;&#xA;Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Chciałbym porozmawiać o hakerach – nie o tych, o których często słyszy się w mediach. To najczęściej zwykli przestępcy, a dokładniej <em>cyberprzestępcy</em>. Nie zamierzam o nich tutaj mówić. Ważne jest jednak rozróżnienie obu grup. Zanim przejdę dalej, muszę zaznaczyć, że ten wpis został zainspirowany rozmową z moją żoną. Nagle uświadomiłem sobie, że mogę nazywać siebie hakerem, choć nie jestem inżynierem. To co robiłem do tej pory, to &#39;jedynie&#39; rozwiązywanie problemów sprzętowych i programowych. I choćby ten fakt jest jednym z błędnych wyobrażeń ludzi na temat hakerów – nie potrzebujesz dyplomu, aby nim zostać. I zdecydowanie nie musisz być przestępcą.</p>

<h2 id="ciekawość-jako-podstawa-hackowania">Ciekawość jako podstawa hackowania</h2>

<p>Hakerzy są w zasadzie majsterkowiczami, mistrzami DIY 🧑🏻‍🔧 Muszą znać działanie rzeczy od środka i na zewnątrz. Lubią rozwiązywać problemy i popychać technologię do granic możliwości. Jeśli coś nie działa, znajdą sposób, by to naprawić. Być może słyszałeś o Kevinie Mitnicku (niech spoczywa w pokoju) lub Linusie Torvaldsie. Pierwszy specjalizował się w wykorzystywaniu ludzkich podatności, aby uzyskać dostęp do różnych systemów. Przeszedł drogę od “szarego kapelusza” (grey hat) do “białego kapelusza” (white hat). Jego początkowe działania były kontrowersyjne, ale później przyczynił się znacząco do rozwoju społeczeństwa, prowadząc firmę i pisząc kilka książek o inżynierii społecznej. Nawiasem mówiąc, gorąco polecam lekturę <em>Sztuki Podstępu</em> (<em>The Art Of Deception</em>).<br>
Drugim przykładem jest Linus Torvalds, czyli twórca Linuxa 🐧 Tym razem mówimy o prawdziwym inżynierze oprogramowania, który chciał stworzyć naprawdę wolny i otwarto‑źródłowy system operacyjny. Kierował się zasadą: mój komputer, moje zasady. Co ważne, wciąż trzyma się swoich ideałów. Obaj hakerzy starali się przesuwać granice tego, co możliwe, w konstruktywny sposób.</p>

<h2 id="rozwiązywanie-problemów">Rozwiązywanie problemów</h2>

<p>Hackowanie to także rozwiązywanie problemów. Jeśli jesteś hakerem, robisz wszystko, co w twojej mocy, aby znaleźć rozwiązanie danego wyzwania – nieważne, czy problem jest techniczny, czy nie. Liczy się podejście. To samo w sobie jest cenną umiejętnością, która może pomóc w rozwoju kariery. Wcześniej wspomniałem o terminie “white‑hat hacking”. Odnosi się on do etycznych hakerów, którzy wykorzystują swoje umiejętności, aby poprawić bezpieczeństwo cybernetyczne różnych organizacji. Odgrywają oni kluczową rolę w ochronie naszej cyfrowej infrastruktury.</p>

<h2 id="społeczność-hakerska">Społeczność hakerska</h2>

<p>Ostatecznie hackowanie często ma charakter kolektywny. Wśród hakerów istnieje silne poczucie wspólnoty. Wielu z nich uczestniczy w projektach open‑source, “hakując” i ulepszając kod, abyśmy później mogli korzystać z ich pracy. Gdy dołączasz do grupy hakerskiej, rozwijasz zarówno umiejętności techniczne, jak i społeczne. W takim kontekście hackowanie oznacza dzielenie się wiedzą i robienie tego odpowiedzialnie. Etyczni hakerzy często publikują swoje odkrycia i przyczyniają się do rozwoju projektów open‑source, co przynosi korzyści całej społeczności.</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Chciałem jasno zaznaczyć, że hakerzy nie są z natury źli. Termin “hacker” jest często używany do opisania każdego, kto wykorzystuje swoje umiejętności komputerowe do popełniania przestępstw, co jest nieprecyzyjne i wprowadza w błąd. Oczywiście istnieją osoby niegodne zaufania, ale nazwijmy je po imieniu; to zwykli cyberprzestępcy. To oni nam szkodzą. Jeśli spodobał ci się ten krótki artykuł, podziel się nim z innymi, niezależnie od tego, czy są hakerami, czy nie 😉</p>

<p><a href="https://blog.narecki.name/tag:haker" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">haker</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:hacking" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">hacking</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:cyberprz%C4%99st%C4%99pcy" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">cyberprzęstępcy</span></a></p>

<p>Skomentuj na fediwersum: <a href="https://blog.narecki.name/@/michal@101010.pl" class="u-url mention">@<span>michal@101010.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.narecki.name/mentalnosc-hakera</guid>
      <pubDate>Sun, 08 Mar 2026 09:51:38 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>WhatsApp? Nie, dziękuję.</title>
      <link>https://blog.narecki.name/whatsapp-nie-dziekuje</link>
      <description>&lt;![CDATA[Dlaczego nie znajdziesz mnie na WhatsApp-ie i dlaczego nie powinieneś go używać? Z prostego powodu: od lat istnieją lepsze alternatywy, np. Signal i Delta Chat. To wszystko. Na tym mógłbym zakończyć. Jednak dla tych, którzy potrzebują nieco więcej argumentów, mam jeszcze kilka powodów, dla których warto zmienić zdanie 👇🏻&#xA;&#xA;Signal jest organizacją non‑profit i istnieje już od wielu lat. Dzięki temu możesz bezpiecznie założyć, że będzie dostępny jeszcze przez długie lata. Innymi słowy, to stabilna platforma, która nie zostawi cię nagle w tyle. Z kolei Delta Chat jest projektem społeczności open source. Ma więc wielu &#39;opiekunów&#39;, którym zależy na długowieczności projektu.&#xA;W przeciwieństwie do WhatsApp, Signal jest otwarto‑źródłowy, a jego szyfrowanie jest złotym standardem w branży. Delta Chat również domyślnie szyfruje wiadomości korzystając między innymi ze standardu Autocrypt.&#xA;Signal praktycznie nie zbiera metadanych. DC chroni większość metadanych (serwery &#39;widzą&#39; jedynie losowe adresy użytkowników oraz rozmiar wiadomości). WhatsApp (czyli Meta), poza treścią wiadomości, wie o tobie niemal wszystko.&#xA;Od niedawna Signal oferuje opcjonalne kopie zapasowe w chmurze. Nie zmusza jednak użytkowników do korzystania z tej opcji. Co ważne, kopie są w pełni szyfrowane. WhatsApp namawia użytkowników do włączania kopii zapasowych, które często nie są szyfrowane. Moim zdaniem podważa to cały sens szyfrowanej komunikacji. W przypadku DC możesz zrobić lokalną kopię czatów lub użyć drugiego urządzenia jako backupu.&#xA;Wracając do punktu 1, ani Signal, ani Delta Chat nie mają motywacji do gromadzenia twoich danych, ponieważ są finansowane przez swoich użytkowników. Dzięki temu oba projekty pozostają niezależne od big techów. Sam wspieram i ciebie też zachęcam do wsparcia finansowego tych projektów.&#xA;&#xA;Uważam, że powyższe argumenty same w sobie wystarczą, aby wypróbować Signal i/lub Delta Chat. Oczywiście nie są to jedyne bezpieczne komunikatory, ale należą do tych najbardziej przyjaznych dla użytkowników. Im więcej osób założy konta, tym lepiej dla nas jako społeczeństwa ✌🏻&#xA;&#xA;#WhatsApp #Signal #DeltaChat&#xA;&#xA;Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Dlaczego nie znajdziesz mnie na <em>WhatsApp-ie</em> i dlaczego nie powinieneś go używać? Z prostego powodu: od lat istnieją lepsze alternatywy, np. <a href="https://signal.org/"><strong>Signal</strong></a> i <a href="https://delta.chat/"><strong>Delta Chat</strong></a>. To wszystko. Na tym mógłbym zakończyć. Jednak dla tych, którzy potrzebują nieco więcej argumentów, mam jeszcze kilka powodów, dla których warto zmienić zdanie 👇🏻</p>
<ol><li><em>Signal</em> jest organizacją non‑profit i istnieje już od wielu lat. Dzięki temu możesz bezpiecznie założyć, że będzie dostępny jeszcze przez długie lata. Innymi słowy, to stabilna platforma, która nie zostawi cię nagle w tyle. Z kolei <em>Delta Chat</em> jest projektem społeczności open source. Ma więc wielu &#39;opiekunów&#39;, którym zależy na długowieczności projektu.</li>
<li>W przeciwieństwie do WhatsApp, <em>Signal</em> jest otwarto‑źródłowy, a jego szyfrowanie jest złotym standardem w branży. <em>Delta Chat</em> również domyślnie szyfruje wiadomości korzystając między innymi ze standardu <em>Autocrypt</em>.</li>
<li><em>Signal</em> praktycznie nie zbiera metadanych. <em>DC</em> chroni większość metadanych (serwery &#39;widzą&#39; jedynie losowe adresy użytkowników oraz rozmiar wiadomości). WhatsApp (czyli Meta), poza treścią wiadomości, wie o tobie niemal wszystko.</li>
<li>Od niedawna <em>Signal</em> oferuje opcjonalne kopie zapasowe w chmurze. Nie zmusza jednak użytkowników do korzystania z tej opcji. Co ważne, kopie są w pełni szyfrowane. WhatsApp namawia użytkowników do włączania kopii zapasowych, które często nie są szyfrowane. Moim zdaniem podważa to cały sens szyfrowanej komunikacji. W przypadku <em>DC</em> możesz zrobić lokalną kopię czatów lub użyć drugiego urządzenia jako backupu.</li>
<li>Wracając do punktu 1, ani <em>Signal</em>, ani <em>Delta Chat</em> nie mają motywacji do gromadzenia twoich danych, ponieważ są finansowane przez swoich użytkowników. Dzięki temu oba projekty pozostają niezależne od big techów. Sam wspieram i ciebie też zachęcam do wsparcia finansowego tych projektów.</li></ol>

<p>Uważam, że powyższe argumenty same w sobie wystarczą, aby wypróbować <em>Signal</em> i/lub <em>Delta Chat</em>. Oczywiście nie są to jedyne bezpieczne komunikatory, ale należą do tych najbardziej przyjaznych dla użytkowników. Im więcej osób założy konta, tym lepiej dla nas jako społeczeństwa ✌🏻</p>

<p><a href="https://blog.narecki.name/tag:WhatsApp" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">WhatsApp</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:Signal" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">Signal</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:DeltaChat" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">DeltaChat</span></a></p>

<p>Skomentuj na fediwersum: <a href="https://blog.narecki.name/@/michal@101010.pl" class="u-url mention">@<span>michal@101010.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.narecki.name/whatsapp-nie-dziekuje</guid>
      <pubDate>Sun, 01 Mar 2026 15:40:53 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Dlaczego korzystam z szyfrowanego maila</title>
      <link>https://blog.narecki.name/dlaczego-korzystam-z-szyfrowanego-maila</link>
      <description>&lt;![CDATA[I dlaczego ty też powinieneś 🔒&#xA;&#xA;Używam bezpiecznych dostawców poczty e‑mail od kilku lat, przełączając się między Protonem a Tuta Mail. Uważam, że obie opcje są świetne i robią niesamowitą robotę, udostępniając prywatne (czytaj: szyfrowane) skrzynki dla właściwie każdego użytkownika internetu. Obaj dostawcy oferują darmowe plany, ale oczywiście warto ich wspierać finansowo, zwłaszcza jeśli potrzebujesz więcej miejsca na dysku lub pewnych (płatnych) funkcji. Proton wydaje się być bardziej kompleksowy i przyjazny dla użytkownika, podczas gdy Tuta jest tańsza i ma prostszy interfejs. Ok. 2 lata temu wróciłem do Tuta Mail, bo nie potrzebuję wszystkich bajerów ekosystemu Protona. Muszę przyznać, że wciąż korzystam z Protona w niektórych zastosowaniach (głównie Drive i Lumo). Proton Pass też jest ciekawy, ale do zarządzania hasłami zdecydowanie wolę Bitwarden.&#xA;&#xA;Wróćmy do poczty. Dlaczego używam Tuta Mail i dlaczego warto rozważyć przejście do dostawcy, który szanuje naszą prywatność? Poniższe punkty dotyczą większości prywatnych usług mailowych (Proton, Tuta Mail, Mailbox Mail, itp.)&#xA;&#xA;Brak reklam. Skoro płacisz pieniędzmi, a nie swoimi danymi (w przeciwieństwie do Gmaila i wielu innych &#34;darmowych&#34; usług), możesz cieszyć się skrzynką bez reklam. Dotyczy to nawet darmowych wersji.&#xA;Brak śledzenia i szpiegowania. Wymienieni dostawcy nie mają interesu w tym aby cię śledzić czy szpiegować. Co ważniejsze, twoje wiadomości nie będą wykorzystywane do &#34;karmienia bestii&#34; (czyli trenowania modeli AI).&#xA;Bezpieczne przechowywanie e-maili na serwerach. Twoje e‑maile są w pełni szyfrowane, więc dostawcy nie mają dostępu do twojej skrzynki (nawet gdyby chcieli).&#xA;Domyślne szyfrowanie (E2E) wiadomości w obrębie systemu danego operatora. Na przykład mogę wymieniać zaszyfrowane maile z żoną, która także korzysta z Tuta Mail 🙂&#xA;Intuicyjny interfejs. Wolę prostotę Tuta Mail, ale Proton ma prawdopodobnie najładniejszy wygląd spośród prywatnych klientów poczty. Nie zmienia to faktu, że bez problemu odnajdziesz się w swojej nowej skrzynce.&#xA;Obsługa własnych domen. Dla mnie to konieczność; jest to płatna funkcja, co nie powinno nikogo dziwić.&#xA;&#xA;Jestem pewien, że coś pominąłem, ale są to najważniejsze korzyści, które mi przychodzą do głowy. Jest rok 2026. Mamy niesamowite narzędzia do dyspozycji. A ty naprawdę nie masz już wymówki, żeby ich nie wypróbować. Może więc zacznij od bezpiecznej poczty i załóż fajny nowy adres? Albo użyj własnej domeny i płynnie zmieniaj dostawców. Decyzja należy do ciebie.&#xA;&#xA;Daj znać, co sądzisz o tych dostawcach poczty. Wyślij mi maila, a uwzględnię twoje komentarze w kolejnym wpisie. Możesz się ze mną skontaktować pod adresem: mnarecki@tuta.com (czy to nie fajna domena? 😉)&#xA;&#xA;#email #poczta #tuta #proton&#xA;&#xA;Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>I dlaczego ty też powinieneś 🔒</p>

<p>Używam bezpiecznych dostawców poczty e‑mail od kilku lat, przełączając się między <a href="https://proton.me/"><strong>Protonem</strong></a> a <a href="https://tuta.com/"><strong>Tuta Mail</strong></a>. Uważam, że obie opcje są świetne i robią niesamowitą robotę, udostępniając prywatne (czytaj: szyfrowane) skrzynki dla właściwie każdego użytkownika internetu. Obaj dostawcy oferują darmowe plany, ale oczywiście warto ich wspierać finansowo, zwłaszcza jeśli potrzebujesz więcej miejsca na dysku lub pewnych (płatnych) funkcji. Proton wydaje się być bardziej kompleksowy i przyjazny dla użytkownika, podczas gdy Tuta jest tańsza i ma prostszy interfejs. Ok. 2 lata temu wróciłem do Tuta Mail, bo nie potrzebuję wszystkich bajerów ekosystemu Protona. Muszę przyznać, że wciąż korzystam z Protona w niektórych zastosowaniach (głównie <em>Drive</em> i <em>Lumo</em>). <em>Proton Pass</em> też jest ciekawy, ale do zarządzania hasłami zdecydowanie wolę <em>Bitwarden</em>.</p>

<p>Wróćmy do poczty. Dlaczego używam <strong>Tuta Mail</strong> i dlaczego warto rozważyć przejście do dostawcy, który szanuje naszą prywatność? Poniższe punkty dotyczą większości prywatnych usług mailowych (Proton, Tuta Mail, Mailbox Mail, itp.)</p>
<ul><li><strong>Brak reklam.</strong> Skoro płacisz pieniędzmi, a nie swoimi danymi (w przeciwieństwie do Gmaila i wielu innych “darmowych” usług), możesz cieszyć się skrzynką bez reklam. Dotyczy to nawet darmowych wersji.</li>
<li><strong>Brak śledzenia i szpiegowania.</strong> Wymienieni dostawcy nie mają interesu w tym aby cię śledzić czy szpiegować. Co ważniejsze, twoje wiadomości nie będą wykorzystywane do “karmienia bestii” (czyli trenowania modeli AI).</li>
<li><strong>Bezpieczne przechowywanie e-maili na serwerach.</strong> Twoje e‑maile są w pełni szyfrowane, więc dostawcy nie mają dostępu do twojej skrzynki (nawet gdyby chcieli).</li>
<li><strong>Domyślne szyfrowanie (E2E) wiadomości w obrębie systemu danego operatora.</strong> Na przykład mogę wymieniać zaszyfrowane maile z żoną, która także korzysta z Tuta Mail 🙂</li>
<li><strong>Intuicyjny interfejs.</strong> Wolę prostotę Tuta Mail, ale Proton ma prawdopodobnie najładniejszy wygląd spośród prywatnych klientów poczty. Nie zmienia to faktu, że bez problemu odnajdziesz się w swojej nowej skrzynce.</li>
<li><strong>Obsługa własnych domen.</strong> Dla mnie to konieczność; jest to płatna funkcja, co nie powinno nikogo dziwić.</li></ul>

<p>Jestem pewien, że coś pominąłem, ale są to najważniejsze korzyści, które mi przychodzą do głowy. Jest rok 2026. Mamy niesamowite narzędzia do dyspozycji. A ty naprawdę nie masz już wymówki, żeby ich nie wypróbować. Może więc zacznij od bezpiecznej poczty i załóż fajny nowy adres? Albo użyj własnej domeny i płynnie zmieniaj dostawców. Decyzja należy do ciebie.</p>

<p>Daj znać, co sądzisz o tych dostawcach poczty. Wyślij mi maila, a uwzględnię twoje komentarze w kolejnym wpisie. Możesz się ze mną skontaktować pod adresem: <a href="mailto:mnarecki@tuta.com">mnarecki@tuta.com</a> (czy to nie fajna domena? 😉)</p>

<p><a href="https://blog.narecki.name/tag:email" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">email</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:poczta" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">poczta</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:tuta" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">tuta</span></a> <a href="https://blog.narecki.name/tag:proton" class="hashtag"><span>#</span><span class="p-category">proton</span></a></p>

<p>Skomentuj na fediwersum: <a href="https://blog.narecki.name/@/michal@101010.pl" class="u-url mention">@<span>michal@101010.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.narecki.name/dlaczego-korzystam-z-szyfrowanego-maila</guid>
      <pubDate>Sat, 28 Feb 2026 15:58:02 +0000</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>