Ente Photos: nowy dom dla Twoich zdjęć
Na starcie przyznam, że o marce Ente słyszałem już jakiś czas temu, ale jakoś nie miałem żadnej motywacji, aby sprawdzić ich usługi. Tak, usługi, bo poza Ente Photos oferują też aplikację Ente Auth do przechowywania kodów 2FA oraz od niedawna Ente Locker, czyli taką bezpieczną przestrzeń na nasze dokumenty. Jednak moim zdaniem to aplikacja do przechowywania zdjęć stanowi trzon oferty Ente. Jak się okazuje, całkiem słusznie.
Dlaczego zmieniłem podejście do backupu zdjęć?
Być może zastanawiasz się, dlaczego dopiero teraz postanowiłem wypróbować Ente Photos na poważnie. Otóż do tej pory korzystałem z mocno prowizorycznego rozwiązania, jeśli chodzi o backup zdjęć z telefonu. Kluczowym elementem był Syncthing sprzężony z Raspberry Pi. Malina sobie działała (i nadal działa) na systemie DietPi. Oczywiście wpięta kabelkiem do routera (leciwy już Netgear z OpenWRT na pokładzie).
Taki domowy backup zasadniczo działał dobrze, jednak w dłuższej perspektywie budził obawy. Na przykład: jak długo wytrzyma dysk SSD obsługujący RPi? Plus sam fakt, że dysk jest podpięty przez USB, a to niezbyt udana kombinacja. Fachowcy zresztą podkreślają, że USB nigdy nie był projektowany dla takich długotrwałych zastosowań. W międzyczasie jeszcze zmieniłem telefon na nowszy (obecnie Pixel 9a + GrapheneOS) i jakoś nie chciało mi się od nowa ustawiać Syncthing i spinać wszystkiego na “trytytki”. W tym momencie przypomniałem sobie, że jest coś takiego jak Ente Photos, i się zaczęło...
Prywatność jako standard, nie dodatek
Od razu pobrałem aplikację z F-Droida 🙌🏻, choć dla “normalsów” jest też dostępna wersja z Play Store. I wiesz co? Na tym etapie pomyślałem: będę jak ten przeciętny użytkownik, który chce po prostu pobrać apkę, założyć konto, ustawić backup zdjęć i zapomnieć. Aplikacja ma robić to, do czego została stworzona, czyli kopie zapasowe naszych zdjęć w chmurze. Ten pierwszy etap oceniam bardzo dobrze ✅
Ok, w takim razie czym to się różni od Google Photos? Ano widzisz... różnica jest ogromna, choć na pierwszy rzut oka niedostrzegalna. Ente Photos domyślnie szyfruje nasze cyfrowe archiwum zdjęć. Myślę, że dobrą analogię stanowi Signal, który też szyfruje nasze konwersacje w tle. Zwykły użytkownik nawet nie musi o tym wiedzieć, a i tak czerpie z tego faktu korzyści w postaci pełnej poufności rozmów. Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, to chyba zgodzimy się wszyscy, że nikt poza nami i wybranymi przez nas osobami nie powinien oglądać naszych prywatnych wspomnień. Przy okazji ciekawostka: Ente nazywa zdjęcia właśnie wspomnieniami (memories), co przynajmniej w moim odczuciu doskonale pasuje do estetyki aplikacji.
Model subskrypcyjny i elastyczność
Aplikacja oferuje 10 GB darmowej przestrzeni na start. Tak się składa, że moja skromna kolekcja fotek na razie nie przekracza tego limitu, więc mogę testować Ente Photos bez narażania się na przesadne koszty. Jednak dla tych z was, którzy robią dużo zdjęć lub uzbierali przez lata pokaźne archiwum, dostępne są opcje płatne. Według mnie ceny są całkiem znośne, ale to oczywiście kwestia indywidualna.
Fajnym pomysłem jest np. wykupienie jakiegoś planu i dodanie członków naszej rodziny (maksymalnie 5 osób). Każdy korzysta wówczas z własnego konta w obrębie współdzielonej przestrzeni dyskowej. Wyobrażam więc sobie sytuację, gdzie dana rodzina (lub grupa znajomych) wykupuje jakiś spory plan i potem dzieli się kosztami. Jeszcze lepiej, jeśli masz w rodzinie kogoś, kto chciałby zasponsorować takie przedsięwzięcie 🤑
Doświadczenie użytkownika i funkcje zaawansowane
Aplikacja dostępna jest też na komputery. A ponieważ to właśnie na naszym komputerze (nie w chmurze!) odbywa się uczenie maszynowe i podstawowa klasyfikacja zdjęć, to zdecydowanie warto skorzystać z tej opcji. Poza tym będziemy mieć ładny podgląd naszej biblioteki. Dodam, że generowanie miniaturek działa naprawdę ekspresowo. Aplikacja całkiem nieźle radzi sobie z rozpoznawaniem twarzy i różnych obiektów. Jak dla mnie, możliwość wyszukiwania konkretnych rzeczy to już naprawdę wisienka na torcie. Gdyby tego było mało, to dostajemy też widok wspomnień z poprzednich lat oraz inne tematyczne podsumowania.
Prywatność to podstawa
Podsumowując, Ente Photos niczym nie ustępuje Google Photos. W moich oczach ma wręcz zdecydowaną przewagę: zapewnia poufność naszych zdjęć. To argument, o którym warto przypominać, bo prywatność to nie wymysł grupki aktywistów, tylko podstawa naszego funkcjonowania w sieci. Niech wasze wspomnienia pozostają bezpieczne! 🔒
#EntePhotos #GooglePhotos #szyfrowanie #prywatność
Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl