Michał Narecki - blog

yunohost

Witajcie, drodzy widzowie – to znaczy czytelnicy – w drugim wpisie poświęconym aplikacjom do samodzielnego hostowania. Oczywiście możemy to robić na własnym sprzęcie ulokowanym w domu czy biurze, co wiąże się z kilkoma sztuczkami, jak te usługi “wystawić” na świat (lub tylko dla wybranych użytkowników). Jednak ja obrałem prawdopodobnie prostszą ścieżkę, wynajmując VPS-a (Virtual Private Server) u naszych niemieckich sąsiadów. Wybór padł na Hetznera, bo i ceny niezłe, i działanie niczego sobie. Ty zrób tak, aby było ci wygodnie i najlepiej nie za drogo. W każdym razie mój setup mi na razie odpowiada. Przejdźmy zatem do kolejnych aplikacji, które serwuje mój YunoHost.

SearXNG

O tej metawyszukiwarce pisałem już jakiś czas temu, więc tym razem jedynie tytułem przypomnienia parę słów. SearXNG zbiera wyniki z publicznie dostępnych wyszukiwarek, np. Google, DuckDuckGo, Wikipedia, Startpage, itp. Następnie agreguje rezultaty wyszukiwania i wyświetla w bardzo czytelnej formie, bez reklam i treści sponsorowanych. Dla mnie ten ostatni argument okazał się najważniejszy i teraz domyślnie korzystam z własnej instancji SearXNG, czasami tylko posiłkując się DDG.

LibreSpeed

Na LibreSpeed trafiłem szukając alternatyw dla Speedtest.net. To nic innego jak miernik prędkości naszego łącza ⏱️ Dostępne są publiczne serwery, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby uruchomić własny. Tym bardziej jeśli mamy do dyspozycji względnie szybki VPS. Dobrym pomysłem jest też ograniczenie widoczności naszej instancji LibreSpeed, aby ktoś nie nadużył naszej gościnności. Co też od razu uczyniłem. Tylko zalogowani użytkownicy YunoHost mają dostęp do tego narzędzia.

Yourls

A tutaj mamy małe, przyjemne narzędzie do skracania linków. Wyobrażam sobie, że nie każdy potrzebuje czegoś takiego, ale w momencie, gdy faktycznie musisz skrócić link, przydaje się niesamowicie. Powiem wam szczerze, że nigdy nie ufałem usługom takim jak Bitly. Bo o ile w danym momencie mogą stanowić szybkie rozwiązanie, to w dłuższej perspektywie nie mamy gwarancji, że nasze linki nadal będą działać. Nie wspominając nawet o tendencji do “zgównowacenia”, co mogłoby się wiązać z np. wstawianiem reklam przed pokazaniem właściwej treści. Nie wiem zresztą, czy już przypadkiem nie było podobnych sytuacji. Wracając do Yourls: aplikacja pozwala na skracanie linków we własnej (sub)domenie, zarówno w formie losowego ciągu znaków, jak i ustawionej przez nas nazwy. Very useful 👍🏻

My Webapp

Nie jest to może konkretna aplikacja, a raczej prosty serwer WWW dostępny z poziomu YunoHost. Za jego pomocą możesz pokazać światu swoją stronę-wizytówkę, czy jakąkolwiek stronę bazującą na HTML, CSS, JS czy PHP. To taki “placeholder” na stronę WWW. Bardzo dobrze współgra ze statycznymi stronami, które generuję sobie w Hugo. Co ważne, możesz mieć kilka instancji My Webapp, każdą na osobną stronę i domenę. Super sprawa.

WriteFreely

Na koniec zostawiłem sobie prawdziwą perełkę, która zasila tego bloga – WriteFreely. I tu znowu uwaga: to nie jest silnik blogowy dla każdego. Jeśli jednak cenisz sobie minimalizm (aż do bólu), pisanie w Markdown, integrację z Fediwersum i w zasadzie prosty proces publikacji treści, to tutaj poczujesz się jak w domu. Powiem wam w tajemnicy, że od zawsze chciałem mieć takiego osobistego bloga. W momencie, gdy odkryłem WriteFreely, poczułem, że nie mam już żadnej wymówki, aby nie wejść w blogowanie pełną parą. Czy mi to wychodzi, to oczywiście inna sprawa, ale nie mi oceniać własną twórczość. Niemniej dodam, że blog to dobry punkt startowy w budowaniu własnej marki i wizerunku eksperta (tutaj pozdrawiam Pana Redaktora z Tok FM; proszę wybaczyć, że nie pamiętam nazwiska). Podsumowując, WriteFreely to świetna alternatywa dla klasycznych silników typu WordPress, który przez lata niestety przytył i dorobił się wielu niepotrzebnych funkcji. Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość: nie musisz od razu stawiać własnego serwera. Możesz założyć konto na writefreely.pl i zobaczyć, jak system działa od kuchni ✍🏻 Jeszcze raz polecam!

Koniec?

Powiedzmy, że na tym zakończę moją wyliczankę 🏁 Wyszło takie top 10, a to dobra liczba, w sam raz. Gdybym się postarał, to prawdopodobnie znalazłbym jeszcze z 5 ciekawych aplikacji / usług. Jednak nie byłyby one moim pierwszym wyborem. Zależało mi na tym, abyście otrzymali prawdziwie użyteczne i solidne apki self-hosted. Pod moimi wyborami podpisuję się obiema rękami, a to chyba wystarczająca rekomendacja. To napisawszy, do tematu self-hostingu na pewno będę wracał. Jak człowiek raz spróbuje... to nie ma już odwrotu 😁

#selfhosted #selfhosting #yunohost

Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl

Już od co najmniej kilku lat polegam na zestawie aplikacji do samodzielnego hostowania. W tym wpisie chciałbym podzielić się moimi doświadczeniami i polecić wam najciekawsze apki typu self-hosted. Na początek sprawa najważniejsza czyli system, z którego korzystam pod spodem i bez którego nie byłoby tej całej przygody z self-hostingiem. Chodzi oczywiście o YunoHost, który sprawia, że zabawa w administratora własnych usług staje się wręcz przyjemnością. Jak to z technologią bywa, zdarzają się drobne problemy lub wpadki ale w moim przypadku są one raczej wyjątkiem niż regułą. Jedyny poważniejszy problem, który zapamiętam na długo to niemożność aktualizacji wallabag – aplikacji do zapisywania artykułów z sieci do przeczytania na później. Ale nawet ten błąd został w końcu naprawiony. Choć jak dobrze pamiętam sytuacja ta ciągnęła się miesiącami. Zostawiając jednak ten konkretny przypadek, korzystanie z YunoHost i aplikacji, które oferuje, przypomina używanie dobrze naoliwionej maszyny. Wszystko po prostu działa ™️ A zatem przedstawiam moje top apki, bez których nie wyobrażam sobie funkcjonowania na co dzień.

wallabag

A co, niech będzie na początek 😉 Jak wspomniałem aplikacja pozwala na zapisywanie treści artykułów 'na potem'. Następnie za pomocą klienta o tej samej nazwie możemy sobie te artykuły przyswoić np. na tablecie lub telefonie. Jest to bardzo dobra alternatywa dla nieistniejącego już Pocketa od Mozilli czy Instapaper. Choć przyznam bez bicia, że aktualnie korzystam też z Instapaper ze względu na integrację z czytnikiem Kobo. Tak jest po prostu wygodniej. Jednocześnie lubię mieć wszystkie treści zapisane u siebie w wallabag – tak na wszelki wypadek. Jeśli nie chcesz lub nie możesz hostować aplikacji samodzielnie, dostępna jest też wersja zarządzana (płatna) pod adresem wallabag.it Ok, pierwsza rekomendacja za nami, lecimy dalej.

HedgeDoc

Kolejna aplikacja związana z przetwarzaniem tekstu, tyle że od strony edycji. HedgeDoc to mój ulubiony notatnik oraz edytor Markdown. Najlepiej sprawdza się w pracy nauczyciela gdy potrzebuje na szybko utworzyć dokument (handout) a następnie udostępnić go studentom. A ponieważ składnia Markdown weszła mi w krew to zwyczajnie jest to bardzo wygodne narzędzie. Poza pracą indywidualną edytor pozwala na wspólną pracę nad tekstem więc może się sprawdzić nawet jako prosta alternatywa do Google Docs. Ogólnie notatnik ten robi wrażenie, bo poza wspomnianymi już funkcjami obsługuje nawet tworzenie prezentacji, choć w tym zakresie jeszcze go nie testowałem. Zdecydowanie polecam! 🦔

Roundcube

Ot, zwykły webowy klient pocztowy 📧 A jednak odpowiada mi jego prostota i nieskomplikowany interfejs. Nie mówiąc o tym, że jest mega szybki. Gdzieś ostatnio usłyszałem (pewnie w jakimś podcaście), że profesjonaliści preferują Roundcube względem lokalnego Thunderbirda, bo ten pierwszy szybciej przeszukuje skrzynkę mailową. I chyba coś w tym jest. Krótko mówiąc: jeśli mail w przeglądarce to tylko Roundcube.

Miniflux

Dochodzimy do kolejnego niezbędnego narzędzia jakim jest czytnik RSS. Ja wiem, że są czytniki lokalne, niewymagające żadnego serwera czy back-endu. I wiem, że niektórym to w zupełności wystarczy. Jednak jeśli zależy ci na dostępie z każdego urządzenia i łatwej synchronizacji treści to Miniflux będzie jak znalazł. To naprawdę solidny kawałek oprogramowania. Z wierzchu wydaje się prosty i nieprzytłaczający. Pod maską kryje jednak liczne rozszerzenia i integracje. Mi wystarcza 'wersja podstawowa' w połączeniu z aplikacją Flux News na Androidzie. Swój czytnik RSS staram się cały czas rozbudowywać o ciekawe blogi i serwisy. Poza tym jeśli widzę, że dany 'feed' nie jest już dostępny to mogę go łatwo usunąć. Ogólnie Miniflux to aplikacja bezproblemowa więc nie planuję na razie jej zmieniać.

LibreQR

Ostatnia polecajka w tej części artykułu to proste narzędzie webowe do generowania kodów QR. Dzięki niemu szybko zamienisz dowolny tekst (np. adres www) w kod QR. Parametrem, który najczęściej mi się przydaje jest zmiana wielkości kodu (w pikselach), tak aby był widoczny na rzutniku. Stworzone kody można też zapisać w pamięci urządzenia – do wykorzystania na później lub do wydruku. Co bodaj najważniejsze: nie musisz zakładać konta w jakimś podejrzanym serwisie, który z czasem ulegnie degradacji (enshittification) i każe sobie płacić np. za odblokowanie linków zawartych w kodach QR. Zresztą, niech stracę, jeśli chcesz to korzystaj z mojej instancji LibreQR dostępnej pod adresem: lab42.ovh/qr/ 😀

To jeszcze nie koniec

W trakcie pisania tego tekstu uzmysłowiłem sobie, że self-hosting to dla mnie temat rzeka (no prawie) więc w tym miejscu robię pauzę. Do tematu wrócę pewnie po świętach Wielkanocnych więc już teraz zapraszam do subskrybowania bloga: zarówno przez RSS jak i na Fediwersum. Życzę wam ciekawych odkryć w temacie aplikacji self-hosted, radosnych Świąt i dzielenia się zdobytą wiedzą z rodziną i znajomymi. Do następnego! 👋🏻

#selfhosted #selfhosting #yunohost

Skomentuj na fediwersum: @michal@101010.pl